May 29 2008

Analitycy: Zarobki w kwietniu wzrosły o 11,1 proc.

Tag: Budownictwo i inne, Hotele i wypoczynek, biznesadmin @ 11:50 am

Warszawa, 19.05.2008 (ISB) - Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach wzrosły w kwietniu br. o 11,1% r/r wobec 10,2% w marcu, uważają analitycy. Według nich, utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu płac to efekt coraz większych kłopotów z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników i rosnącymi roszczeniami płacowymi. Ostrzegają jednak, że na dłuższą metę utrzymywanie takiej dynamiki - co jest bardzo prawdopodobne - będzie negatywnie wpływało na gospodarkę. W tym okresie zatrudnienie wzrosło o 5,8% r/r, czyli podobnie jak w poprzednim miesiącu.

Jedenastu ekonomistów, uwzględnionych w ankiecie agencji ISB, przewiduje, że wynagrodzenia w firmach wzrosły w lutym średnio o 11,11% r/r. Rozbieżności w prognozach były tym razem znaczne, a ich oczekiwania wahają się od 8,6% do 11,7%.

“Oczekujemy powrotu dynamiki wynagrodzeń do niemal 12% r/r, czemu sprzyjał - podobnie, jak w poprzednich miesiącach - rosnący popyt na pracę w połączeniu z ograniczoną podażą pracy, głównie ze względu na emigrację oraz niską aktywność zawodową” - powiedział analityk Banku Handlowego Piotr Kalisz.

Pozostali eksperci podzielają jego ocenę, dodając kolejne czynniki wpływające na wysoką dynamikę wynagrodzeń w kwietniu.

“Wyższej dynamice płac w kwietniu sprzyja nieco niższa baza statystyczna z poprzedniego roku. Pozostałe czynniki wysokiego tempa wzrostu płac pozostają nadal aktualne, w tym przede wszystkim zacieśniająca się sytuacja na rynku pracy, przy szybko spadającym bezrobociu oraz sygnalizowane przez przedsiębiorców problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników i wysokie żądania płacowe, także w sektorze publicznym” - tłumaczy analityk Banku BPH Maja Goettig.

Jej zdaniem, podwyższaniu płac sprzyjają też bardzo dobre wyniki finansowe przedsiębiorstw za poprzedni rok. Goettig szacuje, że w całym 2008 roku średnie tempo wzrostu płac będzie na dwucyfrowym poziomie, ok. 11,0%. Te spostrzeżenia potwierdzają ekonomiści z innych banków.

“Utrzymywanie się wysokiego tempa wzrostu wynagrodzeń związane jest z bardzo dobrymi wynikami finansowymi przedsiębiorstw w zeszłym roku oraz z niską podażą pracy, skłaniającą do zwiększania wynagrodzeń celem zatrzymania i pozyskania nowej kadry pracowniczej” - potwierdza główny ekonomista Invest Banku Jakub Borowski.

Borowski także uważa, że wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń utrzyma się w całym 2008 roku, ale ostrożnie wskazuje pierwsze symptomy, mogące wskazywać powolne wyhamowywanie dynamiki płac.

“W kolejnych miesiącach spodziewam się utrzymania dwucyfrowej dynamiki płac, choć niższe tempo wzrostu wydajności wraz ze obniżeniem konkurencyjności cenowej polskich przedsiębiorstw i ograniczeniem dynamiki popytu będzie stopniowo zmniejszać skłonność do ulegania przez przedsiębiorców płacowym roszczeniom pracowników” - zastrzega analityk Invest Banku.

Pozostali eksperci zwracają głównie uwagę na efekt statystyczny - niską ubiegłoroczną bazę. Jednak, podobnie jak Jakub Borowski, ostrzegają przed negatywnymi konsekwencjami szybko rosnących płac.

“Wzrost rocznej dynamiki płac wiąże się częściowo z efektem niskiej bazy z roku poprzedniego, ale mimo wszystko wciąż utrzymuje się powyżej dynamiki wydajności pracy, co poprzez wzrost jednostkowych kosztów pracy nasila zagrożenia dla inflacji w dłuższym horyzoncie. Dodatkowo, należy pamiętać, że obok rosnących płac w sektorze przedsiębiorstw następuje silny wzrost wynagrodzeń w sferze publicznej, co zwiększa proinflacyjne oddziaływanie płac” - zauważa analityk Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.

“Wzrost rocznej dynamiki płac wynika przede wszystkim z efektu bazy i efekt ten może sprawić, iż tak wysokiej dynamiki w tym roku już nie zobaczymy. Zwłaszcza, że wysoka dynamika funduszu płac będzie coraz silniej wpływać na wyniki firm, zmniejszając krańcową produktywność nowo zatrudnianych pracowników” - uzupełnia główny ekonomista X-Trade Przemysław Kwiecień.

Ta sama jedenastka analityków, ankietowana przez ISB, uważa, że wzrost zatrudnienia w kwietniu wyniósł 5,8%. Ich prognozy wahają się tym razem w bardzo wąskim przedziale 5,7-5,9%. Ekonomiści są tym razem bardzo mocno podzieleni w ocenie tendencji na rynku pracy - przewidują zarówno utrzymanie się dotychczasowego bardzo pozytywnego trendu, jak i pogorszenia.

“W kwietniu spodziewamy się dalszego spadku dynamiki zatrudnienia do 5,7% r/r. Główną przyczyną tego faktu są trudności ze znalezieniem wykwalifikowanej siły roboczej oraz utrzymująca się silna presja na wzrost wynagrodzeń. Istotny wpływ ma również dotychczasowy wzrost cen nośników energii, który przy jednoczesnym umocnieniu złotego zmniejsza zapotrzebowanie na siłę roboczą w przedsiębiorstwach eksportujących i konkurujących z importem” - analizuje Jakub Borowski.

Tymczasem analitycy Banku BPH i Raiffeisen są przeciwnego zdania. Przewidują, że utrzymywanie się aktywności gospodarczej na wysokim poziomie będzie sprzyjało dynamicznemu wzrostowi zatrudnienia.

“Podobnie jak w pierwszych dwóch miesiącach roku zatrudnienie wzrośnie o ok. 300 tys. osób, tj. 5,8% r/r, a wzrost będzie w głównej mierze generowany przez przetwórstwo przemysłowe oraz handel i naprawy. Najszybciej, bo w tempie dwucyfrowym, rośnie w tym roku liczba miejsc pracy w budownictwie, jednak udział tej kategorii w zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw ogółem jest niewielki, ok. 7-proc.” - przekonuje Adam Antoniak z BPH.

“Nadchodzące dane powinny potwierdzić, że obawy o kondycję polskiej gospodarki są przedwczesne, a jednocześnie utrzymują się inflacyjne zagrożenia. Tym samym oczekujemy, że publikowane w najbliższym czasie informacje wesprą scenariusz jeszcze jednej podwyżki stóp procentowych do poziomu 6,0%” - podsumowuje ekonomistka Raiffeisen Bank Polska Marta Petka.

Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w marcu wzrosło o 3,7% m/m, a w ujęciu rocznym zwiększyło się o 10,2% i wyniosło 3144,41 zł. Natomiast zatrudnienie w przedsiębiorstwach w tym czasie wzrosło o 0,2% m/m, natomiast w ujęciu rocznym wzrosło o 5,8% i wyniosło 5384,1 mln osób.

GUS poda dane o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach za kwiecień w poniedziałek, 19 maja, o godz. 14:00. (ISB)

Źródło: ISB

May 29 2008

Hotele z Krakowa kładą konkurencję na łopatki?

Tag: Hotele i wypoczynekadmin @ 11:31 am

Krakowskie hotele i hostele regularnie wśród najlepszych. Światowe i krajowe rankingi doceniają ich ofertę, problem tylko w tym, że w gąszczu wielu ocen łatwo się pogubić…

“Crown Piast Hotel z Krakowa wzorcowym przedsiębiorstwem hotelowym w Polsce”, “Krakowski Flamingo Hostel najlepszym hostelem w świecie” - to tylko niektóre z tytułów, jakie obiegły krajowe media w ciągu ostatnich dni. Początek roku to wysyp rozmaitych rankingów, plebiscytów, wyników ankiet, rozstrzygnięć konkursów, które w dużej mierze decydują o medialnym wizerunku zwycięskich placówek.

Bacznych obserwatorów tego typu rankingów sukces Krakowa nie powinien dziwić. Nasze miasto to lider ruchu turystycznego, zostawiający w tyle nie tylko stołeczną Warszawę (ściąga ona przede wszystkim gości biznesowych), jak i Wrocław czy Trójmiasto. Z analizy ofert przedstawionych w portalu HostelWorld.com (jeden z najważniejszych portali rezerwacyjnych globu) wynika, że w końcu 2007 roku w Polsce funkcjonowało 115 hosteli, ale aż 72 miały siedzibę w Krakowie. Dla porównania: w Warszawie działa 14 hosteli, a w bezpośrednio konkurującym z Krakowem Wrocławiu - 10. Nieco inaczej proporcje układają się, jeśli chodzi o hotele. Tu prym wiedzie Warszawa, za nią jest Kraków, a dużo dalej inne miasta powyżej pół miliona mieszkańców.

Crown Piast Hotel z Krakowa zdobył miano “Wzorcowego Polskiego Przedsiębiorstwa Hotelowego 2007″ w konkursie “Po prostu najlepszy”, którego organizatorem jest wydawca miesięcznika “Doradca Hotelarza” oraz informatora “Polska Hotele, Motele, Pensjonaty”. To siódma edycja jednego z kilku polskich konkursów branży hotelowej, oceniających hotele we wszystkich kategoriach: od pięciogwiazdkowych poprzez te niższych standaryzacji, obiekty zabytkowe, szkoleniowo-rekreacyjne aż po pokoje gościnne i pensjonaty.

Jeszcze większy sukces (już po raz drugi z rzędu) odniosły dwa krakowskie hostele, zdobywając czołowe miejsca w corocznym plebiscycie HostelWorld.com. Rok temu triumfował Mama’s hostel z ulicy Brackiej, a Flamingo z Szewskiej brylował jako zwycięzca kategorii “Najlepsza lokalizacja”. Tym razem Flamingo jest pierwszy, a Mama’s drugi.

Skąd takie wyniki? - Na świecie działa kilka prężnych hostelowych organizacji, ogłaszających tego typu konkursy. Choć HostelWorld jest największy, sporo placówek zrzesza też np. portal Gomio.com, a także inne, popularne w wybranych krajach sieci. Trudno przewidzieć, czy zwycięzca z danego grona jest rzeczywiście najlepszy w świecie. O tym decydują przecież wypełniający ankiety, spora część obiektów nie startuje w takich wyścigach, a przede wszystkim liczy się medialna siła takiego newsa. Na pewno jeśli chodzi o hotel Kraków, nie mamy się czego wstydzić - komentuje Marta Firlet-Bradshaw z serwisu Cracow-life.com.

Według analityków rynku hotelarstwa klient bardziej niż na pozycję danego obiektu w konkursie powinien zwrócić uwagę na opis jego walorów oraz opinie internautów. W przypadku zwycięzców obu rankingów recenzenci zwracali uwagę m.in. na “niezwykłą atmosferę i staranność obsługi, aby każdego dnia gość miał do wyboru inny zestaw atrakcji” (Flamingo). W Piaście (oprócz docenienia awansu z trzech do pięciu gwiazdek w ciągu trzech sezonów i licznych ułatwień dla niepełnosprawnych) magnesami okazały się pozahotelowe atrakcje (rzadkie gatunki roślin i zwierząt w ogrodzie oraz regionalna karczma).

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków


May 29 2008

Brytyjska gospodarka nie poradzi sobie bez Polaków?

Tag: biznesadmin @ 11:17 am

Zdaniem brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych o 10 proc. spadła liczba Polaków podejmujących pracę w Zjednoczonym Królestwie. Opinię tę potwierdza polska ambasada w Londynie, która obserwuje stale zmniejszającą się liczbę polskich emigrantów.

Po wielkiej fali polskiej emigracji, jaka rozpoczęła się w maju 2004 roku teraz następuje odwrót. „Przyczynia się do tego kurs funta, który w 2004 r. kosztował 7 zł, a teraz poniżej 5 zł. - Jeśli jeszcze spadnie, jestem pewna, że 70 proc. Polaków wróci do kraju - przepowiada Kasia Kopacz, redaktor w “Polish Times”. Dobra sytuacja gospodarcza Polski powoduje, że złoty się umacnia. Z kolei brytyjska gospodarka przestała już pędzić” wskazuje Gazeta Wyborcza.

Problem Brytyjczyków polega na tym, że na miejsce zwolnione przez Polaków nie widać chętnych. Sami poddani angielskiej królowej nie kwapią się do pracy na mało atrakcyjnych stanowiskach za zbyt niskie ich zdaniem stawki. Największy problem stoi w tej sytuacji przez brytyjską branżą budowlaną. „W tym samym roku odbędzie się bowiem i piłkarskie Euro 2012 w Polsce, i letnie igrzyska olimpijskie w Londynie. Anglicy mają do zbudowania stadion, centrum sportów wodnych oraz wioskę olimpijską. My - kilka stadionów, setki kilometrów dróg, hotele itd. Federation of Master Builders (zrzesza ponad 13 tys. firm budowlanych) szacuje, że przez najbliższych pięć lat Brytyjczykom potrzeba co roku ponad 87 tys. nowych pracowników. - Jeśli Polacy wrócą do domu, to opóźni się wykonanie najważniejszych projektów olimpijskich - alarmuje Bryan Berry, rzecznik federacji” – czytamy w Gazecie Wyborczej.

Ale nie wszyscy są przekonani, że bez Polaków brytyjską gospodarkę czeka zapaść. „Andrew Green z organizacji Migration Watch uspokaja, że obecność Polaków jest przeceniana. - Możemy importować pracowników do zbierania owoców. A jeśli się nie uda, możemy przecież sprowadzać owoce z zagranicy - proponuje. Równie sceptycznie nastawieni są brytyjscy lordowie. W przedstawionym we wtorek raporcie komisji ekonomicznej Izby Lordów czytamy, że rekordowy napływ imigrantów w ostatnich latach “nie miał żadnego wpływu (lub miał niewielki)” na ogólny stan gospodarki. I opowiedziała się za określeniem rocznego limitu imigrantów” zauważa Gazeta Wyborcza.

Polacy, którzy przed czterema laty masowo wyjeżdżali na Wyspy Brytyjskie zaczynają rozważać powrót do domów. Decyzję tę umacnia coraz słabszy brytyjski funt, a niewątpliwie swoje znaczenie ma również poprawa rynku pracy w Polsce. O ile w 2004 roku był to rynek pracodawcy, o tyle obecnie dysponujący doświadczeniem pracownik może dyktować warunki. Złą wiadomością są natomiast rosnące ceny nieruchomości – emigranci, którzy liczyli na kupno własnego mieszkania za pieniądze zarobione na Wyspach w części przynajmniej będą musieli się posiłkować kredytem.

Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Joanny Blewąskiej „Bez Polaków w Kent gniją truskawki”.

Źródło: Przegląd prasy Bankier.pl


May 29 2008

Polska krajem podatkowych niewolników

Tag: biznesadmin @ 10:36 am

W Polsce mieszka 38,1 mln ludzi, z tego legalnie zatrudnionych jest 13,2 mln, czyli zaledwie połowa populacji w wieku produkcyjnym. Jednakże to właśnie ta druga połowa wykazuje się większym rozsądkiem, bowiem przeciętny Polak, pracujący poza rolnictwem, oddaje państwu około 60% swoich dochodów.

Powyższej tezy nie będę udowadniał na średnich, procentach czy innych wskaźnikach, ponieważ nie do wszystkich suche liczby przemawiają z dostateczną siłą. Posłużę się fikcyjnym przykładem człowieka o przeciętnych zarobkach i niewygórowanych wydatkach.

Weźmy przysłowiowego Jana Kowalskiego, który pracuje w niewielkim tartaku, a jego kontrakt (umowa o pracę) opiewa na miesięczną kwotę 2.500 złotych brutto. Rzeczywista pensja Kowalskiego wynosi jednak naprawdę 2.965,25 zł, ponieważ nieco ponad 20% stanowi „składka” na ZUS odprowadzana przez pracodawcę i będąca de facto częścią wynagrodzenia naszego podatnika. Do tego zakład pracy Kowalskiego co miesiąc wpłaca na konto Urzędu Skarbowego pozostałe 342,75 zł. na „ubezpieczenie społeczne”, 194,15 zł na „ubezpieczenie zdrowotne” oraz 173 zł zwykłego podatku od przychodów (PIT).

Tak więc na starcie każdego miesiąca nasz podatnik dysponuje zaledwie 1.790,10 złotymi, co stanowi nieco ponad 60% jego pensji. Pan Zdzisław nigdy nie przejawiał większej skłonności do oszczędzania i całość otrzymanego wynagrodzenia przeznacza na konsumpcję (i tylko w kraju). W ten sposób od każdej wydanej złotówki musi zapłacić podatek od towarów i usług (VAT), choć danina ta jest ukryta w cenach, a płatnikami są podmioty gospodarcze. Ze względu na zróżnicowanie stawek tego podatku trudno oszacować, ile konsumenci przeciętnie dopłacają do swoich wydatków. Bazując na ekspertyzie jednej z partii, do niedawna opozycyjnej, przyjmijmy, że średnio będzie to 15%. Czyli dokonując codziennych zakupów pan Zdzisław oddaje Fiskusowi kolejne 233,49 złotych.

Na tym jednak pazerność państwa się nie kończy – nasz przykładowy podatnik codziennie dojeżdża do pracy swoim wysłużonym fiatem 126p około 20 km. Tak więc przy obecnych cenach (ok. 4,35 zł za litr Pb95) miesięcznie koszt paliwa to jakieś 191,40 zł. Z tego 56%, czyli 107,18 zł, stanowią różnego rodzaju podatki i opłaty: akcyza, opłata paliwowa, VAT itp. Ponadto pan Zdzisław po powrocie do domu lubi wypić piwo, zapalić papierosa i posiedzieć przed telewizorem. Od każdej z tych czynności musi zapłacić dodatkową daninę: akcyzę oraz abonament RTV. W ciągu miesiąca jest to jakieś 130 zł. Do tego raz na tydzień (sobota wieczorem) pan Zdzisław spotyka się z kolegami – butelka wódki kupiona z tej okazji kosztuje jakieś 24 zł, z czego ponad połowa to znowu są podatki. Tylko w tym akapicie (z pominięciem VAT-u uwzględnionego już wcześniej) pan Zdzisław zapłacił państwu 240,58 złotych.

Na tym oczywiście lista podatków i innych danin publicznych się nie kończy – pozostają jeszcze: podatek od nieruchomości, rolny, leśny, od czynności cywilnoprawnych, od psów, akcyza na energię elektryczną i samochody. Do tego dochodzą też różnego rodzaju opłaty skarbowe uiszczane przy wydaniu prawa jazdy, paszportu dowodu rejestracyjnego, dowodu osobistego i cała lista innych para podatków nieujętych w tym tekście. Przyjmijmy, że miesięcznie dają one kwotę 20 złotych.

W ten sposób po 30 dniach pan Zdzisław zapłacił (choć zazwyczaj niebezpośrednio) państwu polskiemu 1.758,62 zł (co rocznie daje kwotę 21 tys. zł), zaś na życie zostało mu niecałe 1.300 złotych. Inaczej mówiąc w 40-godzinnym tygodniu pracy nasz podatnik przez 22 godziny i 32 minuty pracuje na rzecz państwa; na swoje zaczyna zarabiać dopiero od czwartku. W ten sposób współczesny wymiar „pańszczyzny” w Polsce wynosi trzy dni w tygodniu, czyli jakieś 156 dni w roku. Tą ponurą statystykę odrobinę poprawiła redukcja stawki rentowej, dając pracownikom dodatkowe 24 dni wolności w całym roku.

Oczywiście powyższy przykład można uznać za dalece niedoskonały, a dla każdego wymiar „pracy przymusowej” na rzecz państwa będzie inny. Jednakże nie zmienia to faktu, że zdecydowana większość ludzi legalnie pracujących w Polsce ponad połowę swoich dochodów musi oddać państwu.

Źródło: Bankier.pl


May 29 2008

Nieruchomości komercyjne

Tag: Budownictwo i inneadmin @ 10:32 am

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce to w ostatnich latach błyskawicznie rozwijająca się część wielkiego „przemysłu”, jakim dziś możemy nazwać branżę budowlaną.

Przyjazna koniunktura i zapotrzebowanie na różnego rodzaju inwestycje związane z rozwojem infrastrukturalnym naszego kraju pobudziły do działania inwestorów. Nagły wzrost zapotrzebowania na powierzchnie handlowe, magazynowe oraz biurowe sprawił, że obroty na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne tyko w 2007 r. przekroczyły 3 mld euro.

Polski rynek instytucji finansujących

Popyt ożywiany był obserwowanym wzrostem gospodarczym, jak również możliwością wykorzystania do realizacji tych przedsięwzięć środków Unii Europejskiej. Jednak refinansowanie poniesionych nakładów z programów pomocowych UE wymaga w początkowej fazie zainwestowania własnych pieniędzy. W przypadku gdy nie ma ich w kasie firmy – czas na poszukiwanie zewnętrznego źródła finansowania, czyli wizytę w banku, który może pomóc w sfinansowaniu konkretnego przedsięwzięcia inwestycyjnego.

Kredyty budowlano-hipoteczne dla firm na zakup, budowę oraz rozbudowę nieruchomości komercyjnej czy lokalu użytkowego to faktycznie najpopularniejszy sposób na sukces tego typu projektów. Wybór partnera w tej dziedzinie jest jednak dość trudny, ponieważ banków specjalizujących się w finansowaniu przedsięwzięć komercyjnych w Polsce jest tak naprawdę niewiele.

Wśród oferentów można znaleźć propozycje największych banków działających na krajowym rynku, m.in.: PKO BP SA, Pekao SA, BRE Banku, Fortis Banku, Multibanku, BZ WBK czy Kredyt Banku. Ich doświadczenie w tym obszarze jest zróżnicowane, a przepisy mniej lub bardziej dostosowane do potrzeb kredytobiorców. Niemniej jednak kredyty tego rodzaju – przez wzgląd na ich specyficzne przeznaczenie – charakteryzują się zindywidualizowanym podejściem do klienta.

Wyższe progi

Mimo pewnych udogodnień ze strony kredytodawców, pozyskanie pieniędzy na inwestycję w nieruchomość jest nie lada wyzwaniem dla przedsiębiorców. Wymaga cierpliwości, skrupulatnego przygotowania i ogromnej wiary w powodzenie danego przedsięwzięcia. Banki z dużo większą ostrożnością podchodzą do finansowania lokali użytkowych – szczególnie tych wymagających wysokich nakładów finansowych, nietypowych pod względem lokalizacji czy przeznaczenia.

Ich płynność jest znacznie mniejsza niż lokali przeznaczonych stricte na cele mieszkaniowe, w związku z czym i ryzyko banku jest większe. Aby zabezpieczyć się przed nim, banki prowadzą nieco inną politykę kredytową niż w przypadku standardowych kredytów hipotecznych. Ma to głównie swoje odbicie w przewidywanym okresie kredytowania przedsiębiorcy czy też podwyższonym oprocentowaniu kredytu.

Górną granicę okresu, na jaki banki mogą pożyczyć swoje pieniądze to 10-15 lat, a w nielicznych przypadkach 25 lat (w przypadku PKO BP na podstawie indywidualnej decyzji). Oprocentowanie natomiast jest o ok. 2 proc. wyższe od zwykłej hipoteki i kształtuje się aktualnie średnio na poziomie 8-9 proc. przy kredytach w złotówkach (generalnie oprocentowanie wynika z sumy stawki referencyjnej – w zależności od waluty w jakiej denominowany jest kredyt WIBOR, LIBOR, EURIBOR, CHF oraz marży banku dla kredytów inwestycyjnych średnio 1,5-3 proc.). Obydwa czynniki uzależnione są od oceny ryzyka przedsięwzięcia inwestycyjnego oraz kondycji finansowej firmy, dlatego też proces aplikowania o kredyt wygląda inaczej, niż w przypadku osób prywatnych.

Formalności związane z kredytem

Wymagania formalne, jakim musi sprostać potencjalny kredytobiorca są ściśle związane z faktem wykonywania działalności gospodarczej oraz z koniecznością dostarczenia jak największej liczby informacji na temat jej prowadzenia i planowanego przedsięwzięcia. Dokumenty, o jakie poproszony zostanie kredytobiorca to m.in.:
- dokumenty rejestrowe,
- dokumenty założycielskie firmy (w zależności od formy – KRS, lista udziałowców, zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, REGON, NIP),
-dane finansowe (aktualne i historyczne – najczęściej za dwa lata obrotowe lub w przypadku nowej działalności – prognozowane),
- analizy dotyczące branży w jakiej działa firma,
- zaświadczenia z ZUS-u i Urzędu Skarbowego,
- opinie instytucji finansowych, które współpracują z kredytobiorcą,
- dokumenty związane z planowaną inwestycją (biznes plan inwestycyjny, operat szacunkowy nieruchomości, wypis z ksiąg wieczystych, wypis z rejestru gruntów, pozwolenie na budowę itp.).

Bank może także poprosić o typowe umowy związane z przyszłym gospodarowaniem nieruchomością – umowy pośrednictwa np. z wyspecjalizowanymi agencjami poszukującymi najemców, kupców, umowami franchisingu (np. przy projektach hotelowych), przedwstępne umowy najmu kupowanego lub budowanego lokalu użytkowego.

Dokładna analiza kredytobiorcy i inwestycji

Merytorycznej ocenie przez banki podlega m.in. lokalizacja i stan prawny nieruchomości, jej wartość, wykonalność projektu, doświadczenie uczestników projektu (wykonawców, podwykonawców, zarządców) oraz – co jest bardzo ważne – wysokość i formy wkładu własnego oraz czasookresy, w których zostanie on wniesiony w poszczególnych fazach realizacji projektu.

Banki mogą sfinansować nawet do 100 proc. bankowo-hipotecznej wartości nieruchomości (z kolei do 80 proc. w przypadku kredytów w walutach obcych), która stanowić będzie zabezpieczenie kredytu. Jednak większość z nich – aby ograniczyć ryzyko związane z transakcjami na rynku nieruchomości komercyjnych (dekoniunktura, spadek wartości nieruchomości) – wymaga 20 proc. wkładu własnego inwestora. Ostatecznie, nawet w takich przypadkach udział ten może być zniesiony, ale tylko wówczas, gdy dodatkowym zabezpieczeniem będzie hipoteka ustanowiona na innej nieruchomości.

Nie dziwi zatem fakt, iż banki starają się zminimalizować ryzyko transakcji związanych z finansowaniem nieruchomości komercyjnych, maksymalna wysokość kredytu na ten cel może bowiem wynosić nawet do 10 mln złotych lub równowartość tej kwoty w walucie obcej (np. dla oferty kredytowej BRE Bank Hipoteczny SA przy maksymalnym okresie kredytowania do 15 lat i minimalnym – 30-proc. wkładzie własnym). Dlatego też banki sprawują ścisłą kontrolę nad przebiegiem całego procesu inwestycyjnego (przede wszystkim w przypadku budowy nieruchomości), dokonując analizy gospodarowania pożyczonymi przez nich środkami, przebiegiem budowy, jej zgodnością z pozwoleniami czy zasadnością uruchamiania kolejnych transz kredytowych.

Dokonując analizy rynku kredytów na cele komercyjne związane z zakupem lub budową nieruchomości, należy zdementować pogłoski, że banki upatrują swoich klientów jedynie wśród przedsiębiorców z udokumentowaną historią prowadzenia działalności gospodarczej (w ofercie większości banków wymagany jest minimalny 12-miesięczny okres prowadzenia działalności, np. w Fortis Banku).

Możliwa jest realizacja takiego przedsięwzięcia dla firmy, która dopiero rozpoczyna swoją działalność i jej pierwszym zamierzeniem jest stworzenie odpowiedniego dla siebie zaplecza w postaci siedziby lub też planującej inwestycję do celów późniejszej odsprzedaży zakupywanej nieruchomości. Fakt – to jest dla banku bardziej ryzykowna transakcja, ale możliwa.

Starannie przygotowany biznes plan z prognozowanymi wynikami finansowymi firmy i skutecznym uzasadnieniem planów na przyszłość może stać się podstawą do pozytywnej oceny wniosku kredytowego. Zdolność generowania przychodów, a w zasadzie zysków jest tu hipotetyczna, jednak mimo to w licznych przypadkach banki decydują się na współpracę.

Procedury w przypadku starania się o kredyt budowlano-hipoteczny dla firmy są długotrwałe i wymagają generowania dużej ilości dokumentacji niezbędnej bankom do oceny zdolności kredytowej oraz ryzyka inwestycyjnego. Jednak z drugiej strony podmioty gospodarcze – dzięki środkom z takich kredytów – mogą realizować niekiedy bardzo poważne przedsięwzięcia, które w dłuższym czasie generują znaczne zyski.

Nieruchomości komercyjne w Polsce mają bardzo atrakcyjne perspektywy. Rozwój turystyki (rynek hotelarski), perspektywa organizacji Mistrzostw Europy EURO 2012 w piłce nożnej (nowe obiekty sportowe), spadek bezrobocia obiecujący nowe miejsca pracy – tym samym nowe powierzchnie biurowe i 43 mld zł z funduszy unijnych (do wykorzystania do 2011 r.) przeznaczone m.in. na tego typu inwestycje. To niewątpliwie ogromna zachęta – szczególnie dla tych najbardziej przedsiębiorczych.
Źródło: Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw