Jun 19 2008

GTC wybuduje kolejny odcinek autostrady A1

Tag: Budownictwo i inne, biznes, gospodarkaadmin @ 10:03 am

Przyspieszenie budowy autostrad było jedną z dziesięciu oficjalnych obietnic Donalda Tuska z ostatniej kampanii wyborczej. Na razie jednak przyspieszenia nie widać. Za rządów koalicji PO-PSL nie podpisano żadnych większych kontraktów na budowę nowych odcinków, a opozycja żądała już dymisji ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka (PO).

Jak ustaliła “Gazeta”, w najbliższych dnia Grabarczyk przejdzie do kontrataku. Pierwszym sukcesem będzie ogłoszenie zakończenia negocjacji z firmą Gdańsk Transport Company (GTC), która ma wybudować 62-kilometrowy odcinek autostrady A1 między Grudziądzem a Toruniem, a następnie nim zarządzać (udziałowcami GTC są m.in. budowlany koncern Skanska, deweloperska firma NDI z Sopotu oraz specjalizująca się w eksploatacji autostrad firma Intertoll z RPA).

Negocjacje resortu z firmą rozpoczęły się w marcu. - Jesteśmy bliscy podpisania ostatecznej umowy - przyznaje Andrzej Maciejewski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). - Jesteśmy gotowi do jej podpisania choćby jutro - twierdzi Aleksander Kozłowski z GTC.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że negocjacje zostały już zakończone. Ma to jednak ogłosić oficjalnie minister Grabarczyk, być może już jutro.

Na jakich warunkach GTC wybuduje autostradę? - Odcinek Grudziądz - Toruń ma być gotowy do końca 2011 r. - mówi nasz informator związany z GDDKiA. - Wynegocjowane stawki za budowę to ok. 12 mln euro za kilometr i ok. 190 mln euro za budowę trzech mostów. Łącznie daje to sumę ok. 3,1 mld zł.

GTC udało się wynegocjować zmianę projektu tego fragmentu autostrady. GDDKiA planowała, że pod Grudziądzem powstanie największy w Polsce most podwieszany, a nasyp autostrady od razu będzie zbudowany pod trzy pasy ruchu w każdym kierunku (choć na razie budowane mają być tylko dwa).

- Zamiast mostu podwieszanego powstanie tańszy most tradycyjny, z podporami w rzece. Nie będzie też zamrażania pieniędzy w ziemi, nasyp autostrady będzie tylko na dwa pasy ruchu. Ziemia pod dodatkowy pas będzie położona dopiero podczas rozbudowy autostrady w przyszłości - mówi nasz informator.

Będzie to kolejny odcinek autostrady skonstruowany przez GTC. Budowa pierwszego, 90 kilometrów A1 z Gdańska do Grudziądza, rozpoczęła się w 2005 r., a zakończy w październiku 2008 r.

Zgodnie z wcześniejszymi planami GTC miało rozpocząć budowę odcinka Grudziądz -Toruń już w 2007 r. Minister transportu w rządzie PiS Jerzy Polaczek w 2006 r. wyrzucił jednak GTC z budowy i zdecydował, że drogę wybuduje państwo. - Tak będzie szybciej i taniej - twierdził. Przegrał jednak w sądzie, a do rozmów z GTC wrócił dopiero minister Grabarczyk.

Gdyby Polaczek od razu postawił na kontrakt z GTC i w 2006 r. podpisał wynegocjowaną za rządów Marka Belki umowę na budowę odcinka Grudziądz - Toruń, zapłacilibyśmy za tą drogę niemal dwa razy mniej niż dzisiaj: 5,5 mln euro za kilometr i 131 mln euro za mosty, łącznie jest to suma ok. 1,6 mld zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 17 2008

Gigantyczne reklamy

Tag: biznes, gospodarka, reklamaadmin @ 11:54 am

Spróbujcie sprejem napisać na fasadzie domu na warszawskim placu Konstytucji hasło: “Mocne historie. Prawdziwe życie”. Najpóźniej przy słowie “życie” rękę wykręci wam wyrosły jak spod ziemi policjant. Gdy jednak napis ten będzie miał kilkadziesiąt metrów długości i kilka metrów wysokości, zostanie wydrukowany na siatce winylowej i przykryje większą część fasady tego samego domu, na pewno żaden policjant się nie pojawi - choć napis ten będzie równie nielegalny jak ten nabazgrany farbą

Nie chcę po raz kolejny roztrząsać, kto na takie praktyki pozwala i dlaczego wciąż się one powtarzają. Sprawy te wielokrotnie opisywała warszawska prasa lokalna, organizowano debaty, przepytywano urzędników miejskich, cytowano wypowiedzi przedstawicieli zarządów wspólnot mieszkaniowych, które podejmują decyzje o wieszaniu megareklam na budynkach. Przywoływano także głosy mieszkańców, jak choćby pani, która w swoim mieszkaniu zalanym przez całą noc światłem halogenów z sąsiedniego budynku czuje się jak “denatka w prosektorium”.

Konieczne jest jednak inne spojrzenie - którego nie należy mylić z nostalgią za mitycznym idealnym miastem z przeszłości (które zresztą nigdy nie istniało). To spojrzenie na szczelnie opakowany reklamą dom i na uwięzionych w tym przedziwnym kokonie mieszkańców prowadzi do pytania: jak to jest możliwe, by na naszych oczach dokonało się ubezwłasnowolnienie miejskiego obywatela?

W dyskusji o reklamie zewnętrznej i przestrzeni publicznej w Polsce mówi się głównie o chaosie wizualnym i prawnym. A przecież widok jest ważny nie tylko jako ruchomy miejski kadr mający własną ścieżkę dźwiękową, zapachową czy emocjonalną. Miejski widok także coś oznacza i ten komunikat wydaje się kluczowy. Czy to jest część wielowątkowej opowieści mieszkańców mająca związek z ich codziennym życiem, z ich marzeniami, czy jedynie strumień komunikatów napędzających konsumpcję?

Na styku przestrzeni publicznej i prywatnej, jaką jest wnętrze czyjegoś mieszkania, regularnie dochodzi do aktów przemocy ograniczających wolność i ingerujących w intymność życia mieszkańców. Przemoc ta oparta jest na alibi w postaci zgody wspólnot mieszkaniowych i powtarzanym jak mantra argumencie o uzyskanych w ten sposób środkach na remonty budynków.

To oczywiście klasyczna TINA (There Is No Alternative) - przedstawienie sytuacji, w której nie ma innej opcji. Wybierajcie: albo sypiąca się fasada, albo zasłonięte przez półtora roku okno.

Wszystko to razem jest poniżające - nawet jeśli większość mieszkańców gotowa jest z tym żyć. Firmy reklamowe “oswajają” ich, wieszając najpierw jaśniejszą reklamę, a dopiero później kolorową, przez którą już prawie nic nie widać. Buntują się nieliczni. Jedna osoba skonstruowała specjalne rolety, by zyskać dostęp do świata zewnętrznego. Przetrwały dwa tygodnie, po czym firma reklamowa wymieniła reklamę na nową, a przedstawiciele zarządu wspólnoty mieszkaniowej zagrozili niesubordynowanemu mieszkańcowi procesem.

Zdumiewające, że prawo własności przysługuje wyłącznie tym, którzy przywłaszczyli sobie - bezprawnie - władzę nie tylko nad przestrzenią publiczną, ale i prywatną. Reklamowa siatka powieszona wbrew obowiązującym przepisom budowlanym czy konserwatorskim jest nietykalna, ale widok z okna - wartość niematerialna, lecz niezbywalnie należna każdemu mieszkańcowi, obywatelowi miasta - już nie.

Gigantyczne reklamy zasłaniające ludziom dosłownie i w przenośni okno na świat oznaczają dużo więcej niż tylko agresywne zawłaszczanie przestrzeni publicznej. Odcinają w fizyczny sposób przestrzeń wspólną od domowej sfery intymnej, których łączność umożliwia pełnoprawne życie w mieście.

Widok reklamowych komunikatów zasłaniających okna prywatnych mieszkań jest oburzający nie dlatego, że jest nieestetyczny, ale dlatego, że jest nieetyczny - symbolizuje przemoc.

W lokalnej prasie pojawiały się wypowiedzi warszawiaków sugerujące, że to sami mieszkańcy powinni coś zrobić, zareagować, a my - czyli wszyscy inni - ewentualnie podpiszemy się pod ich głosem. Jest w tym dużo racji - trudno buntować się za kogoś - ale też sygnał braku podstawowej empatii, z której wynika nie podszyta hipokryzją litość, ale obywatelska aktywność, wola sprzeciwu.

To ważny moment - wskazuje na brak silnej wspólnoty miejskich obywateli. A przecież w tym przypadku przemocy poddawani są nie tylko mieszkańcy pozasłanianych domów, ale wszyscy oglądający ten widok. Redaktor naczelny “Gazety Stołecznej” wystosował w sprawie zasłonięcia okien w akademiku Politechniki Warszawskiej, w końcu list otwarty do rektora tej uczelni, nie mogąc doczekać się ani wystarczająco ostrego protestu studentów, ani reakcji władz uniwersytetu.

“Okno, balkon, loggia w warunkach miejskich nabierają poważnego znaczenia; są to jakby płuca domu - choć w części przybliżają powietrze i słońce do wnętrza mieszkalnego. Okno jest starym wynalazkiem i zwykłym elementem wnętrza, o dość wyraźnie - zdawałoby się - określonym przeznaczeniu. Człowiecza przewrotność potrafi jednak radykalnie zatrzeć te podstawowe funkcje” - zauważał już w 1962 roku Jan Szymański w “Książce o mieszkaniu”.

Gdyby szukać analogii, należałoby przypomnieć pierwszomajową propagandową scenografię PRL. Na tym samym placu Konstytucji wcześniej okna ludziom zasłaniały portrety Bieruta i Stalina - ale nawet one nie tkwiły tam przez półtora roku.

O roli i symbolice okna można by pisać bez końca. Bez motywu domowego okna trudno wyobrazić sobie zarówno XVII-wieczne malarstwo holenderskie, jak i “Okno na podwórze” Hitchcocka. Przez wiele lat Józef Robakowski, czołowa postać polskiej sztuki wideo i filmu eksperymentalnego, tworzył słynny zapis “Widoku z mojego okna”. Gdyby Robakowski mieszkał dziś przy warszawskim placu Konstytucji, niewiele by zarejestrował.

Jego filmowa narracja świetnie ujmuje to, co w widoku z własnego mieszkania jest tak szczególne - codzienny, powtarzalny i jednocześnie zawsze nowy spektakl. Tym, co łączy obszary sfery publicznej i prywatnej, jest spojrzenie - z wewnątrz, umożliwiające samookreślenie w topografii miasta, i z zewnątrz, spojrzenie innych, dla których okno jest znakiem obecności innych członków wspólnoty, śladem ich prywatnego życia w tkance miasta.

Jak pisała w “Postpolis” Ewa Rewers, odwołując się do postaci z powieści Franza Kafki i E.T.A. Hoffmanna, a także tekstów Henri Lefebvre’a, “uwięzieni między wnętrzem i oknem, między samotnością i społecznością, które usiłują nad nimi zapanować zgodnie z rytmem przybliżania się i oddalania od miejskiego spektaklu, docierającego jednocześnie do oczu (ślady), uszu (głosy) przez okno, starają się dostosować swoje wewnętrzne rytmy do rytmów miejskich, które są rytmami życia społecznego. Stara metafora pokoju, z którego okna oglądamy świat, jest przecież kontynuacją jednej z podstawowych dychotomii metafizyki: świata wewnętrznego oddzielonego od świata zewnętrznego, przedmiotu od poznającego go, zdystansowanego podmiotu”.

Inny artysta Jacek Niegoda zawiązał ostatnio w łódzkim bloku Robakowskiego komitet osiedlowy na rzecz oznaczenia słynnego okna “przekierowanym” ostrzem gigantycznej strzałki, która na tym samym budynku kończy się na przypadkowym oknie, reklamując supermarket.

Symptomatyczne, że tak ekscytująca modernistów symfonia miejska, spektakl o niekontrolowanym przebiegu, nie jest już poważnym argumentem. Dziś można mówić jedynie o przepisach i granicach kontroli, a nie o uczestniczeniu w życiu i miejskim przepływie.

Logika fragmentaryzacji i segregacji manifestująca się choćby w postaci zamkniętych osiedli niszczy refleksję nad przestrzenią miasta jako pewną nadrzędną ideę i wartość, mającą jednocześnie realne znaczenie dla mieszkańców.

Niniejszy tekst powstał ze sprzeciwu wobec przemocy odczuwanej przez współmieszkańca tego miasta. Być może odpowiedzią na utracony widok z okna powinien być ruch na podobieństwo “reclaim the streets” - wyzwalania ulic - tyle że dotyczący wyzwalania domów, odzyskiwania indywidualnego widoku z naszych domów, ale i na nie. Sprzeciw wobec komercyjnej ekspansji, urzędniczej niemocy i rozmytej odpowiedzialności za, ciągle jeszcze wspólne, miasto.

*Tekst jest jedną z trzech części projektu Anny Okrasko, Kai Pawełek i Nicolasa Sancheza zatytułowanego “Widok” i ukazuje się równolegle z prezentacją fotografii Anny Okrasko w galerii Witryna na placu Konstytucji 4 w Warszawie (9-26 czerwca) oraz publikacją książki obrazkowej Nicolasa Sancheza.

*Kaja Pawełek, kuratorka oraz krytyk sztuki i architektury współczesnej. Pracuje w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Stypendystka Fundacji Roberta Boscha w Niemczech, gdzie organizowała projekty kulturalne promujące młodą sztukę i kulturę polską. Interesuje się szczególnie problematyką miasta, połączeniami pomiędzy architekturą i sztukami wizualnymi, antropologią przestrzeni. Regularnie współpracuje z magazynem “Architektura & Biznes” oraz “Obieg”

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 17 2008

Google eksperymentuje z reklamą behawioralną

Tag: biznes, gospodarka, reklamaadmin @ 11:52 am

Google wprowadza nową technologię reklamy behawioralnej, a jej zasady funkcjonowania wyjaśniła na konferencji prasowej Susan Wojcicki, wice-prezes ds. rozwoju w Google.
Amerykański gigant chce dać reklamodawcom narzędzie, dzięki któremu będą oni w stanie dokładniej docierać do potencjalnych klientów korzystających z jej wyszukiwarki. Ulepszony system działa na zasadzie tworzenia indywidualnego profilu internauty.

Jeśli w wyszukiwarce wpisze się “włoskie hotele” albo “wakacje w Toskani”, a następnie hasło “pogoda” to obok odnalezionych wyników pojawią się reklamy związane z pogodą we Włoszech. Kiedy zakończy się korzystanie z wyszukiwarki i zamknie okienko, te informacje nie zostaną już zapamiętane do kolejnych zapytań.

Google zapewnia, że takie narzędzie nie jest sprzeczne z jej polityką prywatności oraz, w żaden sposób nie przekazuje prywatnych informacji o internautach. - To na co szczególnie jesteśmy uczuleni to tradycyjne targetowanie behawioralne - mówiła Wojcicki. - Żadna z informacji nie jest zachowywana ani zapamiętywania na dłuższy czas. Wszystko kończy się wraz z końcem sesji.

Wojcicki poinformowała, że takie narzędzie dostępne jest dotychczas tylko dla niektórych najpopularniejszych słów kluczowych.

Źródło: Reuters


Jun 17 2008

Luksusowe hotele walczą o klienta

Noc w luksusowym pięciogwiazdkowym hotelu Westin w Warszawie (w pokoju będzie duma sieci - tzw. niebiańskie łoże - trzy prześcieradła, pięć poduszek, dziesięciowarstwowy stelaż) kosztuje według oficjalnego cennika 130-160 euro. Od niedawna w promocji można tam przenocować nawet o połowę taniej.

W nie mniej ekskluzywnym Sofitelu Victoria za dobę płaci się 215 euro. Jednak w reklamowanej na stronach internetowych Orbisu ofercie specjalnej już tylko 80.

Powód obniżek? - Mamy wojnę cenową na rynku hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych - twierdzi Arkadiusz Wicik z agencji Fitch Polska, która monitoruje ten rynek.

Klientów jest za mało, hoteli za dużo. Przez ostatnie 18 miesięcy tylko w Warszawie oddano do użytku ok. 2 tys. pokoi z tzw. średniej i wyższej półki (Westin, Intercontinental, Courtyard by Marriott, kompleks hoteli sieci Envergure). Podobnie jest w Krakowie. Do wiosny nie było tam żadnego obiektu pięciogwiazdkowego. Dziś są już trzy: Sheraton, wyremontowany, zabytkowy Grand Hotel oraz otwarty kilka dni temu Radisson SAS.

Zdaniem Wicika wskaźnik ich obłożenia (informuje, ile procent powierzchni jest wykorzystanej) jest niższy o co najmniej kilka procent niż na Zachodzie. Tam np. w sieci hoteli Accor wynosi ok. 62 proc.

Rodzimi hotelarze nieoficjalnie przyznają, że co najmniej połowa łóżek w luksusowych obiektach jest pusta, co sprawia, że balansują one na granicy opłacalności. Budowa jednego pokoju w tym segmencie kosztuje zaś ok. 100-150 tys. euro!

Tymczasem na rynku cały czas pojawiają się nowe inwestycje. W tym i przyszłym roku w Trójmieście planowane jest otwarcie 12 nowych hoteli (razem 1,4 tys. miejsc), m.in. Radisson SAS. W stolicy do roku 2006 - ośmiu (1,5 tys. pokoi), m.in. Hilton, Polonia, Qubus, Barceló.

Na co liczą inwestorzy?

- Hotelarstwo to nie jest inwestycja sezonowa - przekonuje Krzysztof Gerula, wiceprezes Orbisu (firma należy do międzynarodowej sieci Accor). - Nie zwraca się w rok, ale raczej w dwanaście lat. Można pozwolić sobie na początku na straty.

Według prezesa Orbisu wielkie sieci spoglądają na Polskę tak: kraj perspektywiczny, właśnie wszedł do Unii, będzie go odwiedzać coraz więcej biznesmenów [Instytut Turystyki podaje, że liczba turystów zagranicznych korzystających z hoteli będzie rosła przez najbliższe trzy lata o 4,2 proc. rocznie - przyp. red.], jest tam nasza konkurencja, to musimy wejść i my.

Co później? - Za dwa lata wojna się skończy - przekonuje Fitch. - Ceny się ustabilizują i nadejdzie czas na zyski.

Hotele cztero- i pięciogwiazdkowe wyrzucą z centrów dużych miast te mniej prestiżowe, które przeniosą się tam, gdzie ziemia jest tania - na przedmieścia albo pod miasto. Tak jest np. w Moskwie - w centrum nie ma żadnego obiektu poniżej czterech gwiazdek, hotele najwyższej kategorii są zabukowane w 80 proc. a nocleg kosztuje średnio… 122 euro.

Obecne w Polsce sieci skoncentrują się zaś na inwestycjach w obiekty niższej kategorii. Już w tym momencie Orbis pracuje nad projektem budowy 10-20 hoteli jednogwiazdkowych o nazwie Etap. Będą to niewielkie pokoje z łazienką w cenie poniżej 100 zł za dobę (bez telefonu i minibaru), ulokowane przeważnie w byłych miastach wojewódzkich.

Podobne plany ma ekonomiczna sieć Hotele 500 należąca do J.W. Construction. Spółka (mimo że coraz głośniej jest o planach jej odsprzedaży) buduje właśnie obiekt pod Krakowem, a w przygotowaniu ma kilka innych realizacji.

- Tanie hotele w perspektywie kilku lat to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów rynku - ocenia Maciej Gnoiński z J.W. Construction.

Źródło: Gazeta Wyborcza  Piotr Miączyński


Jun 17 2008

Polskie kredyty hipoteczne dwa razy droższe od europejskich

Tag: biznes, gospodarkaadmin @ 11:44 am

Kredyty hipoteczne to dla banków żyła złota. Tylko w ubiegłym roku pożyczyliśmy pod hipotekę grubo ponad 40 mld zł. Trzy razy więcej, niż wyniósł dług zaciągnięty w formie kredytów gotówkowych, ratalnych i samochodowych razem wziętych. Z łącznej kwoty 230 mld zł naszego bankowego zadłużenia już prawie dwie trzecie przypada na pożyczki pod hipotekę.

Gdy bankowcy zacierają ręce z radości, inkasując setki milionów złotych w formie prowizji i odsetek, wielu kredytobiorców zastanawia się, skąd wziąć pieniądze na spłatę stale rosnących rat. W ciągu półtora roku oprocentowanie przeciętnego kredytu hipotecznego w złotych wzrosło z 5 do ponad 7 proc.!

Jeśli ktoś płacił na początku 2007 r. niecałe 1,5, tys. zł raty miesięcznie, dziś musi wysupłać już prawie 2 tys. zł. W lepszej sytuacji są posiadacze kredytów we franku szwajcarskim - tu wzrost rat amortyzuje spadek kursu szwajcarskiej waluty.

Między marżą a WIBOR-em

Bankowcy tłumaczą, że coraz wyższe raty to nie ich wina. Z powodu podwyżek stóp procentowych (Rada Polityki Pieniężnej podnosiła je już siedem razy) oraz kryzysu kredytowego wzrosła rynkowa stawka ceny pieniądza (tzw. wskaźniki WIBOR lub LIBOR), od której m.in. zależy oprocentowanie.

Rzeczywiście, przez ostatni rok WIBOR poszedł w górę z 4,5 do 6,5 proc., a LIBOR z 2,3 do 2,8 proc. Ale kredyty nie byłyby tak drogie, gdyby banki obniżyły własne marże doliczane do rynkowych stawek WIBOR lub LIBOR.

Z wyliczeń “Gazety” i portalu finansowego Comperia.pl wynika, że nasi bankowcy pobierają znacznie wyższe marże niż ich koledzy w Europie Zachodniej.

O ile średnia marża przy kredytach hipotecznych naliczana przez banki w państwach Unii Europejskiej wynosi obecnie 0,67 proc., to w Polsce - średnio 1,1 proc. A jeśli wziąć pod uwagę tylko kredyty w złotych - nawet 1,2-1,3 proc. Największy dystans dzieli polskie banki od niemieckich i francuskich. Tam średnia marża przy kredytach hipotecznych nie przekracza 0,35 proc.

Przy wysokich kwotach kredytów wyższa marża oznacza dla banku spory zarobek, a dla klienta znaczny koszt - nawet kilkanaście-kilkadziesiąt złotych na każdej miesięcznej racie.

Co prawda w ciągu ostatnich kilku lat nasze banki znacznie obniżyły własny narzut (jeszcze trzy lata temu średnia marża sięgała 2 proc.), ale mimo wszystko Polacy wciąż muszą płacić bankom znacznie wyższe wynagrodzenie niż mieszkańcy Zachodu.

Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku, tłumaczy, że to efekt skali: - Na Zachodzie kredyt hipoteczny ma prawie każdy, u nas popularność hipotek nie jest jeszcze tak duża. Mając wielokrotnie większy portfel kredytów, zachodnie banki mogą sobie pozwolić na pobieranie niższej marży - mówi prezes ING.

Według Bartkiewicza nasze banki muszą też zmierzyć się z wyższym ryzykiem. Mniej zarabiamy i kredyty stanowią większą część naszych dochodów. A banki wliczają to w swoje ryzyko.

Marże w górę, bo idą złe kredyty

Prezes ING uważa, że marże kredytowe pójdą w najbliższej przyszłości w górę. - Na fali boomu niektóre banki zbyt zapędziły się w obniżaniu marż i zapewne będą teraz korygować ich poziom - uważa Bartkiewicz.

Skąd ta prognoza? - Nadchodzi stopniowy wzrost liczby kredytów niespłacanych w terminie - mówi Andrzej Saniewski z amerykańskiej firmy AIG United Guaranty (zajmuje się ubezpieczaniem banków od ryzyka kredytowego). To oznacza, że udzielanie nowych kredytów stanie się dla banków bardziej ryzykowne.

Z niedawnych badań Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (skupia banki i pośredników kredytowych) wynika, że już 10 proc. kredytobiorców przewiduje, iż w przyszłości może mieć kłopoty ze spłatą rat.

Są już pierwsze przykłady banków podwyższających swoje wynagrodzenie za udzielenie kredytu hipotecznego. Średnią marżę podniósł największy bank PKO BP (w 2007 r. udzielił co trzeciego kredytu hipotecznego). Marże nieznacznie wzrosły też np. w mBanku, Multibanku oraz w Polbanku. Są też odmienne przykłady - w DomBanku, Deutsche Banku i Nordei ostatnio narzut kredytowy stopniał.

Łukasz Bugaj z Comperia.pl ma nadzieję, że mniejszy apetyt klientów na kredyty hipoteczne (m.in. z powodu wzrostu oprocentowania) oraz rosnąca konkurencja sprawią, że poziom marż może dalej topnieć. - Na rynek wejdą przecież nowe instytucje finansowe, np. Alior Bank, Allianz Bank, HSBC. Coraz większą część rynku będą chcieli wykroić też dla siebie pośrednicy kredytowi. Konkurencja zrobi swoje - ma nadzieję Bugaj.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 16 2008

Programowanie hotelu

Tag: Hotele i wypoczynekadmin @ 3:49 pm

W grupie obiektów świadczących usługi hotelarskie hotele posiadają najbardziej wykształcone piony i węzły obsługowe - stąd też ten rodzaj bazy stanowi w wielu przypadkach punkt wyjściowy do poprawnego formowania funkcji oraz programów użytkowych dla innych podmiotów działających w przemyśle hotelarskim. Nieprzypadkowo też na światowym rynku obsługi ruchu turystycznego wiodącymi w tej branży są międzynarodowe “łańcuchy” hotelarskie. Hotele to obiekty o bardzo zróżnicowanym programie  funkcjonalno-użytkowym. Posiadają złożony program węzłów produkcyjnych i obsługowych. Ze względu na ich ogólną dostępność powinny spełniać warunki “uniwersalizmu”, tj. powinny być przystosowane do obsługi wszystkich grup użytkowników bez względu na płeć, wiek, sprawność fizyczną, predyspozycje zawodowe i inne indywidualne cechy oraz upodobania współczesnego turysty. Hotel powinien zapewniać swoim gościom bezpieczeństwo, prywatność, kameralność i intymność; stwarzać warunki do wypoczynku, pracy oraz rozrywki.

Hotel jest obiektem o specyficznym charakterze, a jego szczególnymi cechami są:

  • stała gotowość obsługowa przy bliżej nieokreślonych przez usługodawcę potrzebach, tak w czasie jak i w zakresie,
  • stałe lub okresowe uzależnienie od zewnętrznych czynników, takich jak: warunki atmosferyczne, zagrożenia epidemiologiczne, regulacje formalno-prawne (przy obsłudze turystki przyjazdowej), dynamika ruchu turystycznego,
  • zmienna wymagalność gości, wpływ mody i nowości techniczno-materiałowych, co wiąże się z przyspieszoną amortyzacją “moralną”,
  • duża wrażliwość na zewnętrzne zmiany w bezpośrednim otoczeniu, tak w zakresie infrastruktury technicznej, jak i przemian społecznych,
  • duża kapitałochłonność przy towarzyszącym wydłużonym cyklu zwrotu nakładów inwestycyjnych.

2.2. NIEKTÓRE ELEMENTY I WSKAŹNIKI POMOCNE PRZY PROGRAMOWANIU INWESTYCJI HOTELOWYCH

Proces przygotowania i obsługi inwestycji hotelarskich powinien być poprzedzony opracowaniem studialnym, przy pomocy którego zapewniono by możliwości działań racjonalnych, m.in. poprzez określenie:

  • istniejącego i przewidywanego zapotrzebowania na usługi hotelarskie w określonym segmencie potrzeb rynkowych - po uprzednim rozeznaniu istniejącego i planowanego potencjału obsługowego w danej grupie standardowej,
  • potencjalnego głównego usługobiorcy i rozpoznania jego szczegółowych wymagań oraz przyzwyczajeń,
  • systemu zarządzania i ewentualnych zewnętrznych powiązań systemowych oraz zaopatrzeniowych,
  • kosztów oraz zbilansowania źródeł finansowania,
  • ogólnej lokalizacji i miejscowych uwarunkowań technicznych i formalno-prawnych,
  • optymalnego programu obsługowego, standardu oraz indywidualnych cech właściwych programowanej inwestycji.

W europejskich warunkach hotele ze względu na ich wielkość dzielimy z reguły na trzy grupy:

  1. hotele małe do 150 jednostek mieszkalnych (j.m.)
  2. hotele średnie od 150 do 300 j.m.
  3. hotele duże powyżej 300 j.m.

Wielkość potrzebnej działki pod inwestycję hotelową jest uzależniona od:

  1. lokalizacji (śródmiejska, peryferyjna),
  2. wielkości i charakteru obiektu oraz planowanej dominacji niektórych pionów obsługowych, takich jak: wielofunkcyjnego, kongresowego, rekreacyjno-sportowego. Stąd nazwy: SPORT-HOTEL, GOLF-HOTEL, HOTEL KONGRESOWY, PARK-HOTEL itp. Wielkość ta zależy również od miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i wytycznych dot. procentu zabudowy, liczby kondygnacji, linii regulacyjnych itd.

Hotele ze względu na standard można podzielić na trzy grupy:

  1. standard reprezentacyjny (podwyższony) odpowiadający zazwyczaj kategorii 4* i 5*,
  2. standard podstawowy odpowiadający zazwyczaj kategorii 3*,
  3. standard popularny (turystyczny) odpowiadający zazwyczaj kat. 1* i 2*.

Oznaczanie kategorii obiektów hotelowych gwiazdkami wynika z ustawy o usługach turystycznych z dnia 29.08.1997 r.

Działkę w zależności od sposobu zagospodarowania można podzielić na

  • powierzchnię zabudowy, co stanowi najczęściej ok. 30-50% całej pow. działki,
  • powierzchnię zajmowana przez parkingi, co stanowi ok. 20-30% całej pow. działki,
  • powierzchnię zajętą na dojścia, dojazdy i zieleń, co stanowi ok. 20-40% całej pow. działki.

Tabela 1. Przykładowe powierzchnie działek dla hotelu o 100 j.m. (Na życzenie Autora książki tabeli nie zamieszczamy).

Hotele duże i o podwyższonym standardzie lokalizowane są z reguły w centrach wielkomiejskich, wymagają w każdym przypadku oddzielnej analizy i uściśleń określających faktyczne potrzeby w tym zakresie. Zapotrzebowanie to powinno wynikać z ustaleń dotyczących liczby kondygnacji naziemnych, podziemnych, rozmieszczenia poszczególnych pionów obsługowych, pełnej dostępności dla gości oraz dojazdów dla jednostek uprzywilejowanych. Garaże w takich przypadkach lokalizowane są z reguły w podziemnych kondygnacjach, a zespoły rekreacyjno-sportowe urządzane są na kondygnacjach naziemnych, a niekiedy na ostatnich piętrach lub na dachach.

2.2.1 WSKAŹNIKI DO WSTĘPNEGO OKREŚLANIA POWIERZCHNI HOTELU

Jednostką odniesienia jest powierzchnia użytkowa przypadająca na 1 jednostkę mieszkalną m2/j.m.). Przy pomocy ww. wskaźnika istnieje możliwość wstępnego określenia całkowitej powierzchni użytkowej programowanego hotelu przy założonej liczbie jednostek mieszkalnych - patrz tabela 2.

Całkowitą pow. użytkową (pow.uż.) uzyskujemy ze wzoru: Pow.uż. = k x w

k = liczba programowalnych j.m.,
w = wskaźnik  m2/j.m.

Tabela 2. Wskaźniki pow. użytkowej przypadającej na 1 j.m. z uwzględnieniem wielkości i standardu.  (Na życzenie Autora książki tabeli nie zamieszczamy).

Podział na grupy kategoryzacyjne kształtuje się bardzo różnie w poszczególnych regionach i jednostkach osadniczych w zależności od:

  • wielkości, rangi i charakteru miasta lub jednostki osadniczej,
  • walorów turystyczno-wypoczynkowych i ich dostępności,
  • zasobności danego regionu, jednostki osadniczej oraz istniejącego zaplecza przemysłowego, naukowego, kulturalnego, handlowego, przemysłu hotelarskiego itp.,
  • stopnia nasycenia infrastrukturą techniczną i społeczną sprzyjającą rozwojowi turystyki.

Źródło: Zenon Błądek


Jun 11 2008

Opcje finansowania przedsięwzięcia

Tag: biznes, gospodarkaadmin @ 9:58 am

Zasobność portfela na starcie jest niewątpliwie najważniejszą sprawą związaną z rozpoczęciem działalności. W praktyce istnieją dwie możliwości sfinansowania przedsięwzięcia - przez tzw. bootstrapping oraz kapitał zewnętrzny.

Bootstraping

Czyli finansowanie wewnętrzne, wiąże się ono z wykorzystaniem środków pochodzących z zasobów właściciela lub też pożyczek od rodziny i najbliższych znajomych. Jest to bardziej prawdopodobne źródło finansowania przedsięwzięcia, gdyż potencjalni pożyczkodawcy (banki, inwestorzy) są skłonni udzielić Ci pożyczki pod warunkiem, że już skorzystałeś z bootstrappingu. Niezmiernie ważne jest ocenienie swoich potrzeb finansowych zanim jeszcze zaczniesz organizować własną działalność gospodarczą. Ocena potrzeb jest o tyle ważna, że pozwoli na uniknięcie sytuacji, w której nagle zaczyna brakować Ci gotówki. Co może spowodowac upadek firmy i stratę kapitału. Postaraj się planować nakłady finansowe z niewielkim zapasem. Czas, rozwaga pomogą Ci spokojnie skalkulować i ocenić niezbędną ilość pieniędzy potrzebną do rozpoczęcia przedsięwzięcia. Postaraj się zrozumieć, że kapitał wyjściowy będzie Ci potrzebny nie tylko do uruchomienia działalności, ale także musi przecież służyć jako kapitał obrotowy i rezerwy.

Koszty rozpoczęcia działalności - obejmują wydatki na opłaty prawne, skarbowe, licencje, debety, meble, wynajem lokalu itp.

Kapitał obrotowy - to środki pieniężne niezbędne do prowadzenia działalności operacyjnej firmy (wynagrodzenia dla pracowników, spłata zadłużenia, rat, wydatki na zakup towaru itp.)

Rezerwy - pieniądze potrzeba na pokrycie pomyłek i błędnych posunięć.

E. Tyson proponuje oszacować przybliżone zapotrzebowanie na środki pieniężne. W tym celu proponuje:

* Zsumowanie wszystkich wydatków, które musisz pokryć jeszcze przed rozpoczęciem działalności.
* Zsumowanie wszystkich przewidywanych w rachunku wyników strat (również raty i odsetki).
* Zsumowanie w arkuszu bilansowym wszystkich wydatków przewidzianych na pierwszy rok (zakup towaru, materiałów, mebli).
* Ustalenie rezerwy finansowej a w tym celu zsumowanie punktów 1, 2, 3 i powiększenie otrzymanej kwoty o 25%.
* Ustalenie zapotrzebowania kapitałowego, a w tym celu zsumowanie wszystkich powyższych punktów.

Po obliczeniu, jakim kapitałem musisz dysponować, czas na znalezienie jego źródeł.
Na dobry początek

Opisany wyżej, bootstrapping jest opcją, z której skorzystało setki tysięcy ludzi przy “rozkręcaniu” własnego biznesu. Skąd jednak brać pieniądze? Na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród 396 właścicieli małych firm 79% z nich skorzystało z własnych oszczędności, 16% pożyczyło pieniądze od rodziny, 14% z nich uzyskało je od własnych partnerów w biznesie, 10% skorzystało z osobistej karty kredytowej, 7% pożyczyło od przyjaciół, kolejne 7% zaciągnęło pożyczki bankowej a tylko 3% skorzystało z kapitału zewnętrznego. Pozostałe 17% znalazło je w innych źródłach. Bootstrapping jest wszech obecny, w ogólnej statystyce finansowanie zewnętrzne odgrywa drugoplanową rolę, dlatego, że posiadanie ograniczonych zasobów pozwoli Ci na utrzymanie samodyscypliny finansowej oraz faktem jest, że ludzie martwią się najbardziej o własne pieniądze. Dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i oszczędności można pozyskać niezbędne środki do rozpoczęcia działalności.

Twoja przyszła firma z pewnością nie różni się zbytnio od więkości istniejących już przedsięwzięć, dlatego potraktuj bootstrapping jako sposób na zlokalizowanie funduszy niezbędnych do uruchomienia działalności. W tym celu proponujemy wykonanie następujących kroków:

1. Uporządkuj swoje aktywa i pasywa
2. Podchodź ostrożnie do pożyczek oferowanych prze rodzinę
3. Poradź się przyjaciół
4. Poszukaj wspólnika
5. Kiedy nie uda Ci się zebrać pieniędzy z punktów 1, 2, 3, 4 zwróć się o pożyczkę do banku lub poszukaj inwestora

Poza opcją oszczędności własnych i pożyczki od rodziny możliwości bootstrappingu związane są także z kartami kredytowymi i hipoteką. Dzięki karcie kredytowej ma się łatwy i szybki dostęp do pieniędzy, niemniej jednak w warunkach polskich kredyty zaciągane z kart kredytowych są bardzo wysoko oprocentowane. Pożyczka pod zastaw hipoteczny jest jeszcze bardziej niebezpieczna, gdyż może Ci grozić w razie niepowodzenia utratą domu.
Kapitał z zewnątrz

To pozyskiwanie środków finansowych na rozpoczęcie i prowadzenie firmy pochodzących z zewnątrz. Instytucje, które mogą pomóc Ci w “rozkręceniu interesu” to banki i zewnętrzni inwestorzy. Jednak banki starają się wyłonić tylko takich przedsiębiorców, którzy mają duże szanse na odniesienie sukcesu. Pozyskanie natomiast zewnętrznych inwestorów też nie należy do łatwych zadań. Outsourcing jest częściej spotykany wśród właścicieli tych firm, które już dobrze prosperują a pozyskiwanie dodatkowych sponsorów pozwala im na dokonywanie dalszych inwestycji i rozwój działalności. W praktyce ten, kto sfinansuje Twoje przedsięwzięcie może stać się albo wierzycielem (pożyczka bankowa) albo współwłaścicielem (sponsoring).

Decydując się na pozyskanie środków z banku wiedz, że bankierzy rzadko udzielają pożyczek małym przedsiębiorcą. Muszą oni posiadać wystarczające zabezpieczenie kredytu np. hipotekę, papiery wartościowe czy rachunki inwestycyjne.

W wypadku, gdy bank zgodzi się na finansowanie inwestycji w oparciu o posiadane aktywa zwykle oferuje kredyt w wysokości jednej procentowej całkowitej wartości Twoich aktywów (jest to 75% wartości wierzytelności firmy i 50% wartości środków trwałych). Jeśli jednak bank udzieli Ci linii kredytowej, czyli pieniędzy, które mogą być do dyspozycji Twojej firmy i mogą być wykorzystane w zależności od jej potrzeb będziesz mógł korzystać z dostępnych środków bez naliczania odsetków do momentu ich wykorzystania. Warto uruchomić linie kredytową w momencie, gdy interesy Twojej firmy idą dobrze, ponieważ właśnie wtedy będzie Ci łatwiej uzyskać dostęp do takiej linii kredytowej na dogodnych warunkach a wsparcie finansowe może Ci się przydać w przyszłości.

Źródło: twoja-firma.pl


Jun 11 2008

Jak łatwo ukraść Twoją tożsamość?

Tag: Budownictwo i inne, biznes, gospodarkaadmin @ 9:53 am

Większość ludzi nie wie, jaką drogę przebywają dokumenty wyrzucane codziennie do śmieci. Wyciągi z banku, zestawienia z kart kredytowych, błędnie wypełniony PIT. Być może bezpiecznie dotarły na wysypisko i ślad po nich zaginął. Ale mogą również leżeć w kieszeni kogoś, kto zna już nie tylko adres i nazwisko panieńskie matki, ale również numer karty kredytowej i jej termin ważności.

Kto ponosi za to winę?

W epoce komputerowej kradzieży danych w Internecie (phishingu) i hackerów zapomina się często, że najłatwiejszym sposobem wyczyszczenia prywatnego konta i kradzieży tożsamości wciąż jest uzyskanie dostępu do wyrzucanych dokumentów. Łatwo ulegamy złudzeniu, że instalując w komputerze oprogramowanie ochronne i program antywirusowy, zapewnia się dostateczną ochronę najcenniejszych danych oraz haseł dostępowych.

Zapominamy jednak o tym, że to właśnie my sami najczęściej wkładamy w ręce złodziei informacje, działające jak obosieczny miecz. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo danych elektronicznych, z drugiej lekkomyślnie wyrzucamy na śmietnik niezniszczone wyciągi z banku, faktury z naszymi danymi, czy błędnie wypełnione PIT-y.

Pracownicy firm wywożących odpady wiedzą, że wysypisko jest miejscem, gdzie oprócz śmieci można znaleźć bezcenne dla złodziei informacje. Ważny paszport, rachunek z hotelu z numerem karty kredytowej, kserokopie kart wraz z datami ważności - to tylko niektóre z dokumentów znalezionych w ubiegłym miesiącu. Jeśli dostaną się w niepowołane ręce, nagle możemy zorientować się, że mamy sobowtóra korzystającego z tego samego co my dowodu, konta i karty kredytowej.

W przeciwieństwie do nas, osoba ta prowadzi dość luksusowe życie - kupuje drogi sprzęt hi-fi, samochód, czasem nawet zaciąga kredyt. Nic dziwnego, w końcu robi to na nasz rachunek. Jeśli będziemy mieli pecha, o swojej podwójnej tożsamości możemy dowiedzieć się nawet po kilku miesiącach. Złodziej najprawdopodobniej pozostanie bezkarny, my natomiast będziemy musieli ponieść wszelkie nieprzyjemne, i często kosztowne, konsekwencje chwilowej beztroski.

Wszyscy za to zapłacimy

Czy i Polska będzie musiała wkrótce borykać się bolesnymi dla gospodarki skutkami kradzieży tożsamości? W samej tylko Wielkiej Brytanii kradzież tożsamości przynosi gospodarce coroczne straty wysokości 1.3 mld funtów, a kradzież gotówki z nieprawidłowo zabezpieczonych kont bankowych 14 mld funtów. Około 29.7 mln funtów strat zostało spowodowanych przez lekkomyślne zachowanie osób, których karty złodzieje skopiowali korzystając z danych znalezionych na wyrzuconych wyciągach.

Wagi konieczności niszczenia dokumentów bardzo często nie doceniają firmy. Według GIODO (Główny Inspektorat Ochrony Danych Osobowych): “Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych, udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 (Art. 51 Ustawy o Ochronie Danych Osobowych)”. Dlatego warto upewnić się, czy nasz bank, ubezpieczyciel lub operator komórkowy na pewno odpowiednio chronią dane swoich klientów.

Mądry Polak przed szkodą?

Możemy jednak zapobiec wyciekowi najważniejszych dla nas danych w niepowołane ręce. Jak to zrobić? Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem jest regularne i staranne niszczenie dokumentów zawierających dane osobowe. Niestety, przedarcie kartek na cztery nie daje zadowalającego efektu. Dlatego najbardziej zalecaną metodą jest korzystanie z domowej lub biurowej niszczarki dokumentów.

Według Dariusza Wilka, dyrektora marketingu firmy Fellowes, “w Polsce sprzedaż przez ostatnie lata koncentrowała się na dostarczaniu niszczarek dla firm, biur i instytucji, które doskonale rozumieją potrzebę ochrony informacji. Po raz pierwszy w tym roku obserwujemy znacznie większe zainteresowanie modelami niszczarek przystosowanymi do pracy w domu. Odmienna sytuacja panuje w USA i Zachodniej Europie, gdzie niszczarka jest wyposażeniem bardzo wielu gospodarstw domowych. Cieszy nas to, że również Polacy zaczynają w odpowiedzialny sposób chronić siebie i swoje rodziny”.

Fellowes zaleca następujące kroki ochrony dokumentów zawierających dane osobowe:

* Przechowywanie wszystkich ważnych dokumentów w bezpiecznym miejscu.
* Staranne niszczenie przed wyrzuceniem wszystkich dokumentów zawierających dane, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam
* Regularne sprawdzanie wyciągów z kart kredytowych i banku. Jak najszybszy kontakt z bankiem w przypadku zauważenia nieprawidłowości.
* Nadawanie różnych haseł dostępu kontom internetowym. Hasło powinno być trudne do odgadnięcia, i nie powinno to być np. imię domowego zwierzaka lub dziecka
* Jeśli to możliwe, zalecane jest korzystanie z serwisu SMS banku, informującego natychmiastowo o każdej dokonywanej transakcji

źródło: Bankier.pl


Jun 10 2008

Nowy sposób na wyższy kredyt

Tag: Budownictwo i inne, biznes, gospodarkaadmin @ 12:12 pm

Niebotyczne ceny nieruchomości i rosnące koszty kredytu powodują, że aby kupić mieszkanie, Polacy uciekają się do pomocy rodziców. I nie chodzi wcale o pożyczenie od nich pieniędzy, lecz o pomoc w podwyższeniu zdolności kredytowej. ‐ Młode małżeństwa coraz częściej biorą kredyt wraz z rodzicami jednego z małżonków ‐ mówi Magdalena Rucka, doradca finansowy Kredyt Banku z Trójmiasta, gdzie już co czwartą umowę podpisują nie jedna czy dwie, lecz trzy ‐ cztery osoby. ‐ To daje szanse na uzyskanie kredytu. Wiek młodych małżonków pozwala rozłożyć kredyt na wiele lat, a dochody rodziców gwarantują odpowiednią zdolność kredytową ‐ wyjaśnia.

Wielopokoleniowe kredyty zaczęły się upowszechniać pod koniec 2007 r., gdy rosnące odsetki w złotych coraz większej liczbie zainteresowanych zamykały drogę do kredytów we frankach szwajcarskich, przy których udzielaniu obowiązują surowsze zasady. ‐ Mamy wielu klientów, którzy po bezskutecznym poszukiwaniu w bankach kredytu we frankach wracają pod rękę z rodzicami ‐ mówi Rucka.

‐ Tego typu pożyczki są szczególnie popularne poza Warszawą ‐ dodaje Paweł Majtkowski z Expandera. Często gra toczy się o kilkaset złotych brakujących do uzyskania zdolności kredytowej. Jak wynika z obliczeń Expandera, rodzina z dwójką dzieci, która chce pożyczyć 300 tys. zł na 30 lat we frankach w Kredyt Banku, musi mieć miesięczny dochód w wysokości 3700 zł, podczas gdy do kredytu złotowego wystarczyłoby 3300 zł. Z ratami jest już odwrotnie ‐ spłata tego samego zadłużenia we frankach kosztuje obecnie o 35 proc. mniej niż pożyczki złotowej.

W skali całego rynku odsetek wielopokoleniowych kredytów wciąż nie jest duży. ‐ Większość osób nie wie o możliwości wspólnego pożyczania. Inni z kolei są przekonani, że wiek rodziców odebrałby im szanse na długoletni kredyt ‐ twierdzi Aleksadra Łukasiewicz, dyrektor produktów bankowych w Open Finance. A tak bywa, ale nie wszędzie. Niektóre banki, m.in. Raiffeisen, Millennium i Kredyt Bank, przy obliczaniu okresu kredytowania biorą pod uwagę wiek najmłodszego z kredytobiorców.

Z kolei np. w Nordei, gdy najstarszy kredytobiorca kończy 70 lat, zadłużenie nie może przekroczyć 40 proc. wartości nieruchomości. ‐ To jedyne obostrzenie ‐ zapewnia Piotr Zawadzki, dyrektor departamentu bankowości hipotecznej w Nordea Bank Polska. Nic dziwnego, bo przy spadającej sprzedaży kredytów takie rozwiązanie zwiększa liczbę potencjalnych klientów.

Zdaniem Marcina Gałacha z departamentu kredytów detalicznych Kredyt Banku wielopokoleniowych kredytów będzie przybywać. ‐ Stopy procentowe w Polsce idą w górę, a Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje obecnie od banków, aby zobowiązania kredytowe nie przekraczały 65 proc. dochodów kredytobiorcy, podczas gdy jeszcze niedawno było to ok. 70 proc. ‐ mówi Gałach.

Źródło: Dziennik.pl


Jun 05 2008

Ernst&Young: Polska najlepsza w Europie

Tag: Budownictwo i inne, biznesadmin @ 6:49 pm

Europa straciła prymat atrakcyjności dla inwestycji zagranicznych - wynika z raportu Ernst&Young. Firma przedstawiła w czwartek w Warszawie wyniki dorocznego raportu atrakcyjności inwestycyjnej. Najwięcej zainteresowania na kontynencie wzbudza Polska.

Europa traci pozycję lidera atrakcyjności miejsc do inwestowania na rzecz krajów Azji - Chin i Indii. Również Polska znalazła się poza pierwszą dziesiątką najatrakcyjniejszych regionów inwestycyjnych świata, w ubiegłych latach była w tym rankingu na 5. miejscu w 2005 i na 7. miejscu w 2006 r. - poinformowała Agnieszka Tałasiewicz z Ernst&Young, prezentując raport.

Europa Zachodnia znacząco straciła w rankingu. Europa jako całość zyskuje dzięki dobrej atrakcyjności Europy Środkowej i Wschodniej - podała.

Tegoroczny raport nie omawia szczegółowo sytuacji poszczególnych krajów, skupia się na kontynencie. Z danych Ernst&Young wynika, że dla ankietowanych przez firmę menedżerów Polska jawi się jako najatrakcyjniejsze miejsce przyszłych potencjalnych inwestycji - powiedziała Tałasiewicz. 18 proc. ankietowanych, pytanych o przyszłe potencjalne plany inwestycyjne, jako miejsce preferowanych inwestycji zagranicznych wskazało Polskę, 16 proc. Niemcy, a 12 proc. Rosję - podała.

Według Krzysztofa Rybińskiego z Ernst&Young nasz kraj powinien skorzystać z tego pozytywnego nastawienia menedżerów i być przygotowanym na potencjalne inwestycje. W jego ocenie w związku z trudną sytuacją na światowym rynku, Polska powinna wykorzystać decyzje o przesuwaniu inwestycji i przyciągać je.

“Polska powinna wykorzystać fakt, iż jest postrzegana jako najbardziej atrakcyjna lokalizacja inwestycji w Europie - do przyspieszenia reform oraz radykalnej poprawy stanu naszej infrastruktury technicznej i infrastruktury wiedzy” - powiedział Rybiński.

W dziedzinie inwestycji już dokonanych Polska jest na drugim miejscu w Europie, jeśli chodzi o liczbę miejsc pracy, które powstały w wyniku inwestycji zagranicznych w 2007 r. (18,4 tys.). Wyprzedza nas Wielka Brytania (24,2 tys. nowych miejsc pracy), przy znacznie większej liczbie projektów (713). Polska pod względem liczby projektów w Europie jest na siódmym miejscu (146).

W 2007 r. najwięcej inwestycji zagranicznych na świecie trafiło do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji, Holandii i Chin. Europa Zachodnia przyciąga coraz więcej usług, głównie dla biznesu, podczas gdy we wschodniej części kontynentu przeważają inwestycje produkcyjne - wynika z raportu.

Najważniejszymi kryteriami podjęcia decyzji o lokalizacji inwestycji są dla menedżerów stabilny system prawny i polityczny danego kraju, infrastruktura logistyczna i transportowa oraz coraz częściej - głównie w przypadku usług - infrastruktura telekomunikacyjna - podała Tałasiewicz.

Najbardziej pożądanymi dla inwestorów zmianami byłaby w Europie łatwość przepływu inwestycji pomiędzy poszczególnymi krajami kontynentu - wynika z badań. Na korzyść kontynentu działa wysoka ocena potencjału innowacyjnego - 76 proc. badanych uważa, że Europa ma dobry potencjał w tej dziedzinie.

Menedżerów cechuje duża wiara w perspektywy rozwoju inwestycji zagranicznych w Europie - nastawienie, że sytuacja poprawi się, ma w sumie 56 proc. badanych, a jedynie 11 proc. przewiduje, że sytuacja się pogorszy - podaje raport.

Prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Paweł Wojciechowski podkreślił, że Polska za najcenniejsze uznaje inwestycje w nowe technologie. Agencja stara się wspierać takich inwestorów.

Wojciechowski podkreślał, że nadal atutami naszego kraju w przyciąganiu inwestycji zagranicznych jest lokalizacja, przynależność do wspólnego rynku UE i duży rynek wewnętrzny, młoda wykształcona kadra i perspektywa wydania przez nasz kraj w najbliższych latach na inwestycje w sumie ponad 80 mld euro.

“Decyzje inwestorów mogą być ostrożniejsze, mogą oni mieć mniejszą skłonność do inwestowania w ogóle w skali globalnej. Dlatego również udział w wielkości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce może ulec zmniejszeniu. Ale powodem będą względy globalne, a nie gorsza atrakcyjność Polski na tle innych krajów” - powiedział.

Priorytetem PAIIZ pozostaje przyciąganie inwestycji w wysokie technologie. Obecnie faktycznie obsługiwanych przez agencję jest 147 projektów z 20 państw - podał. Od stycznia do maja rozpoczęto 25 inwestycji, w wyniku których ma powstać 5 tys. nowych miejsc pracy - podał prezes.

W ocenie Rybińskiego światowa gospodarka, przesuwając się w stronę Chin i Indii, wraca do notowanej już w historii sytuacji, gdy połowa PKB powstawała w tych krajach. W jego ocenie to duże wyzwanie dla “leniwej, utuczonej Europy”. “Europa pozostaje jednak mądra i powinna to wykorzystać, stając się światowym centrum innowacji” - mówił.

Raporty o atrakcyjności inwestycyjnej firma Ernst&Young przygotowuje co roku - od sześciu lat.

Źródło: PAP


« Previous PageNext Page »