Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/zamkniete-com-pl/wp-includes/cache.php on line 99

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/zamkniete-com-pl/wp-includes/query.php on line 21

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/otwarte/public_html/zamkniete-com-pl/wp-includes/theme.php on line 576
zamkniete.COM.pl » biznes


Jun 17 2008

Gigantyczne reklamy

Tag: biznes, gospodarka, reklamaadmin @ 11:54 am

Spróbujcie sprejem napisać na fasadzie domu na warszawskim placu Konstytucji hasło: “Mocne historie. Prawdziwe życie”. Najpóźniej przy słowie “życie” rękę wykręci wam wyrosły jak spod ziemi policjant. Gdy jednak napis ten będzie miał kilkadziesiąt metrów długości i kilka metrów wysokości, zostanie wydrukowany na siatce winylowej i przykryje większą część fasady tego samego domu, na pewno żaden policjant się nie pojawi - choć napis ten będzie równie nielegalny jak ten nabazgrany farbą

Nie chcę po raz kolejny roztrząsać, kto na takie praktyki pozwala i dlaczego wciąż się one powtarzają. Sprawy te wielokrotnie opisywała warszawska prasa lokalna, organizowano debaty, przepytywano urzędników miejskich, cytowano wypowiedzi przedstawicieli zarządów wspólnot mieszkaniowych, które podejmują decyzje o wieszaniu megareklam na budynkach. Przywoływano także głosy mieszkańców, jak choćby pani, która w swoim mieszkaniu zalanym przez całą noc światłem halogenów z sąsiedniego budynku czuje się jak “denatka w prosektorium”.

Konieczne jest jednak inne spojrzenie - którego nie należy mylić z nostalgią za mitycznym idealnym miastem z przeszłości (które zresztą nigdy nie istniało). To spojrzenie na szczelnie opakowany reklamą dom i na uwięzionych w tym przedziwnym kokonie mieszkańców prowadzi do pytania: jak to jest możliwe, by na naszych oczach dokonało się ubezwłasnowolnienie miejskiego obywatela?

W dyskusji o reklamie zewnętrznej i przestrzeni publicznej w Polsce mówi się głównie o chaosie wizualnym i prawnym. A przecież widok jest ważny nie tylko jako ruchomy miejski kadr mający własną ścieżkę dźwiękową, zapachową czy emocjonalną. Miejski widok także coś oznacza i ten komunikat wydaje się kluczowy. Czy to jest część wielowątkowej opowieści mieszkańców mająca związek z ich codziennym życiem, z ich marzeniami, czy jedynie strumień komunikatów napędzających konsumpcję?

Na styku przestrzeni publicznej i prywatnej, jaką jest wnętrze czyjegoś mieszkania, regularnie dochodzi do aktów przemocy ograniczających wolność i ingerujących w intymność życia mieszkańców. Przemoc ta oparta jest na alibi w postaci zgody wspólnot mieszkaniowych i powtarzanym jak mantra argumencie o uzyskanych w ten sposób środkach na remonty budynków.

To oczywiście klasyczna TINA (There Is No Alternative) - przedstawienie sytuacji, w której nie ma innej opcji. Wybierajcie: albo sypiąca się fasada, albo zasłonięte przez półtora roku okno.

Wszystko to razem jest poniżające - nawet jeśli większość mieszkańców gotowa jest z tym żyć. Firmy reklamowe “oswajają” ich, wieszając najpierw jaśniejszą reklamę, a dopiero później kolorową, przez którą już prawie nic nie widać. Buntują się nieliczni. Jedna osoba skonstruowała specjalne rolety, by zyskać dostęp do świata zewnętrznego. Przetrwały dwa tygodnie, po czym firma reklamowa wymieniła reklamę na nową, a przedstawiciele zarządu wspólnoty mieszkaniowej zagrozili niesubordynowanemu mieszkańcowi procesem.

Zdumiewające, że prawo własności przysługuje wyłącznie tym, którzy przywłaszczyli sobie - bezprawnie - władzę nie tylko nad przestrzenią publiczną, ale i prywatną. Reklamowa siatka powieszona wbrew obowiązującym przepisom budowlanym czy konserwatorskim jest nietykalna, ale widok z okna - wartość niematerialna, lecz niezbywalnie należna każdemu mieszkańcowi, obywatelowi miasta - już nie.

Gigantyczne reklamy zasłaniające ludziom dosłownie i w przenośni okno na świat oznaczają dużo więcej niż tylko agresywne zawłaszczanie przestrzeni publicznej. Odcinają w fizyczny sposób przestrzeń wspólną od domowej sfery intymnej, których łączność umożliwia pełnoprawne życie w mieście.

Widok reklamowych komunikatów zasłaniających okna prywatnych mieszkań jest oburzający nie dlatego, że jest nieestetyczny, ale dlatego, że jest nieetyczny - symbolizuje przemoc.

W lokalnej prasie pojawiały się wypowiedzi warszawiaków sugerujące, że to sami mieszkańcy powinni coś zrobić, zareagować, a my - czyli wszyscy inni - ewentualnie podpiszemy się pod ich głosem. Jest w tym dużo racji - trudno buntować się za kogoś - ale też sygnał braku podstawowej empatii, z której wynika nie podszyta hipokryzją litość, ale obywatelska aktywność, wola sprzeciwu.

To ważny moment - wskazuje na brak silnej wspólnoty miejskich obywateli. A przecież w tym przypadku przemocy poddawani są nie tylko mieszkańcy pozasłanianych domów, ale wszyscy oglądający ten widok. Redaktor naczelny “Gazety Stołecznej” wystosował w sprawie zasłonięcia okien w akademiku Politechniki Warszawskiej, w końcu list otwarty do rektora tej uczelni, nie mogąc doczekać się ani wystarczająco ostrego protestu studentów, ani reakcji władz uniwersytetu.

“Okno, balkon, loggia w warunkach miejskich nabierają poważnego znaczenia; są to jakby płuca domu - choć w części przybliżają powietrze i słońce do wnętrza mieszkalnego. Okno jest starym wynalazkiem i zwykłym elementem wnętrza, o dość wyraźnie - zdawałoby się - określonym przeznaczeniu. Człowiecza przewrotność potrafi jednak radykalnie zatrzeć te podstawowe funkcje” - zauważał już w 1962 roku Jan Szymański w “Książce o mieszkaniu”.

Gdyby szukać analogii, należałoby przypomnieć pierwszomajową propagandową scenografię PRL. Na tym samym placu Konstytucji wcześniej okna ludziom zasłaniały portrety Bieruta i Stalina - ale nawet one nie tkwiły tam przez półtora roku.

O roli i symbolice okna można by pisać bez końca. Bez motywu domowego okna trudno wyobrazić sobie zarówno XVII-wieczne malarstwo holenderskie, jak i “Okno na podwórze” Hitchcocka. Przez wiele lat Józef Robakowski, czołowa postać polskiej sztuki wideo i filmu eksperymentalnego, tworzył słynny zapis “Widoku z mojego okna”. Gdyby Robakowski mieszkał dziś przy warszawskim placu Konstytucji, niewiele by zarejestrował.

Jego filmowa narracja świetnie ujmuje to, co w widoku z własnego mieszkania jest tak szczególne - codzienny, powtarzalny i jednocześnie zawsze nowy spektakl. Tym, co łączy obszary sfery publicznej i prywatnej, jest spojrzenie - z wewnątrz, umożliwiające samookreślenie w topografii miasta, i z zewnątrz, spojrzenie innych, dla których okno jest znakiem obecności innych członków wspólnoty, śladem ich prywatnego życia w tkance miasta.

Jak pisała w “Postpolis” Ewa Rewers, odwołując się do postaci z powieści Franza Kafki i E.T.A. Hoffmanna, a także tekstów Henri Lefebvre’a, “uwięzieni między wnętrzem i oknem, między samotnością i społecznością, które usiłują nad nimi zapanować zgodnie z rytmem przybliżania się i oddalania od miejskiego spektaklu, docierającego jednocześnie do oczu (ślady), uszu (głosy) przez okno, starają się dostosować swoje wewnętrzne rytmy do rytmów miejskich, które są rytmami życia społecznego. Stara metafora pokoju, z którego okna oglądamy świat, jest przecież kontynuacją jednej z podstawowych dychotomii metafizyki: świata wewnętrznego oddzielonego od świata zewnętrznego, przedmiotu od poznającego go, zdystansowanego podmiotu”.

Inny artysta Jacek Niegoda zawiązał ostatnio w łódzkim bloku Robakowskiego komitet osiedlowy na rzecz oznaczenia słynnego okna “przekierowanym” ostrzem gigantycznej strzałki, która na tym samym budynku kończy się na przypadkowym oknie, reklamując supermarket.

Symptomatyczne, że tak ekscytująca modernistów symfonia miejska, spektakl o niekontrolowanym przebiegu, nie jest już poważnym argumentem. Dziś można mówić jedynie o przepisach i granicach kontroli, a nie o uczestniczeniu w życiu i miejskim przepływie.

Logika fragmentaryzacji i segregacji manifestująca się choćby w postaci zamkniętych osiedli niszczy refleksję nad przestrzenią miasta jako pewną nadrzędną ideę i wartość, mającą jednocześnie realne znaczenie dla mieszkańców.

Niniejszy tekst powstał ze sprzeciwu wobec przemocy odczuwanej przez współmieszkańca tego miasta. Być może odpowiedzią na utracony widok z okna powinien być ruch na podobieństwo “reclaim the streets” - wyzwalania ulic - tyle że dotyczący wyzwalania domów, odzyskiwania indywidualnego widoku z naszych domów, ale i na nie. Sprzeciw wobec komercyjnej ekspansji, urzędniczej niemocy i rozmytej odpowiedzialności za, ciągle jeszcze wspólne, miasto.

*Tekst jest jedną z trzech części projektu Anny Okrasko, Kai Pawełek i Nicolasa Sancheza zatytułowanego “Widok” i ukazuje się równolegle z prezentacją fotografii Anny Okrasko w galerii Witryna na placu Konstytucji 4 w Warszawie (9-26 czerwca) oraz publikacją książki obrazkowej Nicolasa Sancheza.

*Kaja Pawełek, kuratorka oraz krytyk sztuki i architektury współczesnej. Pracuje w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Stypendystka Fundacji Roberta Boscha w Niemczech, gdzie organizowała projekty kulturalne promujące młodą sztukę i kulturę polską. Interesuje się szczególnie problematyką miasta, połączeniami pomiędzy architekturą i sztukami wizualnymi, antropologią przestrzeni. Regularnie współpracuje z magazynem “Architektura & Biznes” oraz “Obieg”

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 17 2008

Google eksperymentuje z reklamą behawioralną

Tag: biznes, gospodarka, reklamaadmin @ 11:52 am

Google wprowadza nową technologię reklamy behawioralnej, a jej zasady funkcjonowania wyjaśniła na konferencji prasowej Susan Wojcicki, wice-prezes ds. rozwoju w Google.
Amerykański gigant chce dać reklamodawcom narzędzie, dzięki któremu będą oni w stanie dokładniej docierać do potencjalnych klientów korzystających z jej wyszukiwarki. Ulepszony system działa na zasadzie tworzenia indywidualnego profilu internauty.

Jeśli w wyszukiwarce wpisze się “włoskie hotele” albo “wakacje w Toskani”, a następnie hasło “pogoda” to obok odnalezionych wyników pojawią się reklamy związane z pogodą we Włoszech. Kiedy zakończy się korzystanie z wyszukiwarki i zamknie okienko, te informacje nie zostaną już zapamiętane do kolejnych zapytań.

Google zapewnia, że takie narzędzie nie jest sprzeczne z jej polityką prywatności oraz, w żaden sposób nie przekazuje prywatnych informacji o internautach. - To na co szczególnie jesteśmy uczuleni to tradycyjne targetowanie behawioralne - mówiła Wojcicki. - Żadna z informacji nie jest zachowywana ani zapamiętywania na dłuższy czas. Wszystko kończy się wraz z końcem sesji.

Wojcicki poinformowała, że takie narzędzie dostępne jest dotychczas tylko dla niektórych najpopularniejszych słów kluczowych.

Źródło: Reuters


Jun 17 2008

Polskie kredyty hipoteczne dwa razy droższe od europejskich

Tag: biznes, gospodarkaadmin @ 11:44 am

Kredyty hipoteczne to dla banków żyła złota. Tylko w ubiegłym roku pożyczyliśmy pod hipotekę grubo ponad 40 mld zł. Trzy razy więcej, niż wyniósł dług zaciągnięty w formie kredytów gotówkowych, ratalnych i samochodowych razem wziętych. Z łącznej kwoty 230 mld zł naszego bankowego zadłużenia już prawie dwie trzecie przypada na pożyczki pod hipotekę.

Gdy bankowcy zacierają ręce z radości, inkasując setki milionów złotych w formie prowizji i odsetek, wielu kredytobiorców zastanawia się, skąd wziąć pieniądze na spłatę stale rosnących rat. W ciągu półtora roku oprocentowanie przeciętnego kredytu hipotecznego w złotych wzrosło z 5 do ponad 7 proc.!

Jeśli ktoś płacił na początku 2007 r. niecałe 1,5, tys. zł raty miesięcznie, dziś musi wysupłać już prawie 2 tys. zł. W lepszej sytuacji są posiadacze kredytów we franku szwajcarskim - tu wzrost rat amortyzuje spadek kursu szwajcarskiej waluty.

Między marżą a WIBOR-em

Bankowcy tłumaczą, że coraz wyższe raty to nie ich wina. Z powodu podwyżek stóp procentowych (Rada Polityki Pieniężnej podnosiła je już siedem razy) oraz kryzysu kredytowego wzrosła rynkowa stawka ceny pieniądza (tzw. wskaźniki WIBOR lub LIBOR), od której m.in. zależy oprocentowanie.

Rzeczywiście, przez ostatni rok WIBOR poszedł w górę z 4,5 do 6,5 proc., a LIBOR z 2,3 do 2,8 proc. Ale kredyty nie byłyby tak drogie, gdyby banki obniżyły własne marże doliczane do rynkowych stawek WIBOR lub LIBOR.

Z wyliczeń “Gazety” i portalu finansowego Comperia.pl wynika, że nasi bankowcy pobierają znacznie wyższe marże niż ich koledzy w Europie Zachodniej.

O ile średnia marża przy kredytach hipotecznych naliczana przez banki w państwach Unii Europejskiej wynosi obecnie 0,67 proc., to w Polsce - średnio 1,1 proc. A jeśli wziąć pod uwagę tylko kredyty w złotych - nawet 1,2-1,3 proc. Największy dystans dzieli polskie banki od niemieckich i francuskich. Tam średnia marża przy kredytach hipotecznych nie przekracza 0,35 proc.

Przy wysokich kwotach kredytów wyższa marża oznacza dla banku spory zarobek, a dla klienta znaczny koszt - nawet kilkanaście-kilkadziesiąt złotych na każdej miesięcznej racie.

Co prawda w ciągu ostatnich kilku lat nasze banki znacznie obniżyły własny narzut (jeszcze trzy lata temu średnia marża sięgała 2 proc.), ale mimo wszystko Polacy wciąż muszą płacić bankom znacznie wyższe wynagrodzenie niż mieszkańcy Zachodu.

Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku, tłumaczy, że to efekt skali: - Na Zachodzie kredyt hipoteczny ma prawie każdy, u nas popularność hipotek nie jest jeszcze tak duża. Mając wielokrotnie większy portfel kredytów, zachodnie banki mogą sobie pozwolić na pobieranie niższej marży - mówi prezes ING.

Według Bartkiewicza nasze banki muszą też zmierzyć się z wyższym ryzykiem. Mniej zarabiamy i kredyty stanowią większą część naszych dochodów. A banki wliczają to w swoje ryzyko.

Marże w górę, bo idą złe kredyty

Prezes ING uważa, że marże kredytowe pójdą w najbliższej przyszłości w górę. - Na fali boomu niektóre banki zbyt zapędziły się w obniżaniu marż i zapewne będą teraz korygować ich poziom - uważa Bartkiewicz.

Skąd ta prognoza? - Nadchodzi stopniowy wzrost liczby kredytów niespłacanych w terminie - mówi Andrzej Saniewski z amerykańskiej firmy AIG United Guaranty (zajmuje się ubezpieczaniem banków od ryzyka kredytowego). To oznacza, że udzielanie nowych kredytów stanie się dla banków bardziej ryzykowne.

Z niedawnych badań Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (skupia banki i pośredników kredytowych) wynika, że już 10 proc. kredytobiorców przewiduje, iż w przyszłości może mieć kłopoty ze spłatą rat.

Są już pierwsze przykłady banków podwyższających swoje wynagrodzenie za udzielenie kredytu hipotecznego. Średnią marżę podniósł największy bank PKO BP (w 2007 r. udzielił co trzeciego kredytu hipotecznego). Marże nieznacznie wzrosły też np. w mBanku, Multibanku oraz w Polbanku. Są też odmienne przykłady - w DomBanku, Deutsche Banku i Nordei ostatnio narzut kredytowy stopniał.

Łukasz Bugaj z Comperia.pl ma nadzieję, że mniejszy apetyt klientów na kredyty hipoteczne (m.in. z powodu wzrostu oprocentowania) oraz rosnąca konkurencja sprawią, że poziom marż może dalej topnieć. - Na rynek wejdą przecież nowe instytucje finansowe, np. Alior Bank, Allianz Bank, HSBC. Coraz większą część rynku będą chcieli wykroić też dla siebie pośrednicy kredytowi. Konkurencja zrobi swoje - ma nadzieję Bugaj.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 11 2008

Opcje finansowania przedsięwzięcia

Tag: biznes, gospodarkaadmin @ 9:58 am

Zasobność portfela na starcie jest niewątpliwie najważniejszą sprawą związaną z rozpoczęciem działalności. W praktyce istnieją dwie możliwości sfinansowania przedsięwzięcia - przez tzw. bootstrapping oraz kapitał zewnętrzny.

Bootstraping

Czyli finansowanie wewnętrzne, wiąże się ono z wykorzystaniem środków pochodzących z zasobów właściciela lub też pożyczek od rodziny i najbliższych znajomych. Jest to bardziej prawdopodobne źródło finansowania przedsięwzięcia, gdyż potencjalni pożyczkodawcy (banki, inwestorzy) są skłonni udzielić Ci pożyczki pod warunkiem, że już skorzystałeś z bootstrappingu. Niezmiernie ważne jest ocenienie swoich potrzeb finansowych zanim jeszcze zaczniesz organizować własną działalność gospodarczą. Ocena potrzeb jest o tyle ważna, że pozwoli na uniknięcie sytuacji, w której nagle zaczyna brakować Ci gotówki. Co może spowodowac upadek firmy i stratę kapitału. Postaraj się planować nakłady finansowe z niewielkim zapasem. Czas, rozwaga pomogą Ci spokojnie skalkulować i ocenić niezbędną ilość pieniędzy potrzebną do rozpoczęcia przedsięwzięcia. Postaraj się zrozumieć, że kapitał wyjściowy będzie Ci potrzebny nie tylko do uruchomienia działalności, ale także musi przecież służyć jako kapitał obrotowy i rezerwy.

Koszty rozpoczęcia działalności - obejmują wydatki na opłaty prawne, skarbowe, licencje, debety, meble, wynajem lokalu itp.

Kapitał obrotowy - to środki pieniężne niezbędne do prowadzenia działalności operacyjnej firmy (wynagrodzenia dla pracowników, spłata zadłużenia, rat, wydatki na zakup towaru itp.)

Rezerwy - pieniądze potrzeba na pokrycie pomyłek i błędnych posunięć.

E. Tyson proponuje oszacować przybliżone zapotrzebowanie na środki pieniężne. W tym celu proponuje:

* Zsumowanie wszystkich wydatków, które musisz pokryć jeszcze przed rozpoczęciem działalności.
* Zsumowanie wszystkich przewidywanych w rachunku wyników strat (również raty i odsetki).
* Zsumowanie w arkuszu bilansowym wszystkich wydatków przewidzianych na pierwszy rok (zakup towaru, materiałów, mebli).
* Ustalenie rezerwy finansowej a w tym celu zsumowanie punktów 1, 2, 3 i powiększenie otrzymanej kwoty o 25%.
* Ustalenie zapotrzebowania kapitałowego, a w tym celu zsumowanie wszystkich powyższych punktów.

Po obliczeniu, jakim kapitałem musisz dysponować, czas na znalezienie jego źródeł.
Na dobry początek

Opisany wyżej, bootstrapping jest opcją, z której skorzystało setki tysięcy ludzi przy “rozkręcaniu” własnego biznesu. Skąd jednak brać pieniądze? Na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród 396 właścicieli małych firm 79% z nich skorzystało z własnych oszczędności, 16% pożyczyło pieniądze od rodziny, 14% z nich uzyskało je od własnych partnerów w biznesie, 10% skorzystało z osobistej karty kredytowej, 7% pożyczyło od przyjaciół, kolejne 7% zaciągnęło pożyczki bankowej a tylko 3% skorzystało z kapitału zewnętrznego. Pozostałe 17% znalazło je w innych źródłach. Bootstrapping jest wszech obecny, w ogólnej statystyce finansowanie zewnętrzne odgrywa drugoplanową rolę, dlatego, że posiadanie ograniczonych zasobów pozwoli Ci na utrzymanie samodyscypliny finansowej oraz faktem jest, że ludzie martwią się najbardziej o własne pieniądze. Dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i oszczędności można pozyskać niezbędne środki do rozpoczęcia działalności.

Twoja przyszła firma z pewnością nie różni się zbytnio od więkości istniejących już przedsięwzięć, dlatego potraktuj bootstrapping jako sposób na zlokalizowanie funduszy niezbędnych do uruchomienia działalności. W tym celu proponujemy wykonanie następujących kroków:

1. Uporządkuj swoje aktywa i pasywa
2. Podchodź ostrożnie do pożyczek oferowanych prze rodzinę
3. Poradź się przyjaciół
4. Poszukaj wspólnika
5. Kiedy nie uda Ci się zebrać pieniędzy z punktów 1, 2, 3, 4 zwróć się o pożyczkę do banku lub poszukaj inwestora

Poza opcją oszczędności własnych i pożyczki od rodziny możliwości bootstrappingu związane są także z kartami kredytowymi i hipoteką. Dzięki karcie kredytowej ma się łatwy i szybki dostęp do pieniędzy, niemniej jednak w warunkach polskich kredyty zaciągane z kart kredytowych są bardzo wysoko oprocentowane. Pożyczka pod zastaw hipoteczny jest jeszcze bardziej niebezpieczna, gdyż może Ci grozić w razie niepowodzenia utratą domu.
Kapitał z zewnątrz

To pozyskiwanie środków finansowych na rozpoczęcie i prowadzenie firmy pochodzących z zewnątrz. Instytucje, które mogą pomóc Ci w “rozkręceniu interesu” to banki i zewnętrzni inwestorzy. Jednak banki starają się wyłonić tylko takich przedsiębiorców, którzy mają duże szanse na odniesienie sukcesu. Pozyskanie natomiast zewnętrznych inwestorów też nie należy do łatwych zadań. Outsourcing jest częściej spotykany wśród właścicieli tych firm, które już dobrze prosperują a pozyskiwanie dodatkowych sponsorów pozwala im na dokonywanie dalszych inwestycji i rozwój działalności. W praktyce ten, kto sfinansuje Twoje przedsięwzięcie może stać się albo wierzycielem (pożyczka bankowa) albo współwłaścicielem (sponsoring).

Decydując się na pozyskanie środków z banku wiedz, że bankierzy rzadko udzielają pożyczek małym przedsiębiorcą. Muszą oni posiadać wystarczające zabezpieczenie kredytu np. hipotekę, papiery wartościowe czy rachunki inwestycyjne.

W wypadku, gdy bank zgodzi się na finansowanie inwestycji w oparciu o posiadane aktywa zwykle oferuje kredyt w wysokości jednej procentowej całkowitej wartości Twoich aktywów (jest to 75% wartości wierzytelności firmy i 50% wartości środków trwałych). Jeśli jednak bank udzieli Ci linii kredytowej, czyli pieniędzy, które mogą być do dyspozycji Twojej firmy i mogą być wykorzystane w zależności od jej potrzeb będziesz mógł korzystać z dostępnych środków bez naliczania odsetków do momentu ich wykorzystania. Warto uruchomić linie kredytową w momencie, gdy interesy Twojej firmy idą dobrze, ponieważ właśnie wtedy będzie Ci łatwiej uzyskać dostęp do takiej linii kredytowej na dogodnych warunkach a wsparcie finansowe może Ci się przydać w przyszłości.

Źródło: twoja-firma.pl


Jun 11 2008

Jak łatwo ukraść Twoją tożsamość?

Tag: Budownictwo i inne, biznes, gospodarkaadmin @ 9:53 am

Większość ludzi nie wie, jaką drogę przebywają dokumenty wyrzucane codziennie do śmieci. Wyciągi z banku, zestawienia z kart kredytowych, błędnie wypełniony PIT. Być może bezpiecznie dotarły na wysypisko i ślad po nich zaginął. Ale mogą również leżeć w kieszeni kogoś, kto zna już nie tylko adres i nazwisko panieńskie matki, ale również numer karty kredytowej i jej termin ważności.

Kto ponosi za to winę?

W epoce komputerowej kradzieży danych w Internecie (phishingu) i hackerów zapomina się często, że najłatwiejszym sposobem wyczyszczenia prywatnego konta i kradzieży tożsamości wciąż jest uzyskanie dostępu do wyrzucanych dokumentów. Łatwo ulegamy złudzeniu, że instalując w komputerze oprogramowanie ochronne i program antywirusowy, zapewnia się dostateczną ochronę najcenniejszych danych oraz haseł dostępowych.

Zapominamy jednak o tym, że to właśnie my sami najczęściej wkładamy w ręce złodziei informacje, działające jak obosieczny miecz. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo danych elektronicznych, z drugiej lekkomyślnie wyrzucamy na śmietnik niezniszczone wyciągi z banku, faktury z naszymi danymi, czy błędnie wypełnione PIT-y.

Pracownicy firm wywożących odpady wiedzą, że wysypisko jest miejscem, gdzie oprócz śmieci można znaleźć bezcenne dla złodziei informacje. Ważny paszport, rachunek z hotelu z numerem karty kredytowej, kserokopie kart wraz z datami ważności - to tylko niektóre z dokumentów znalezionych w ubiegłym miesiącu. Jeśli dostaną się w niepowołane ręce, nagle możemy zorientować się, że mamy sobowtóra korzystającego z tego samego co my dowodu, konta i karty kredytowej.

W przeciwieństwie do nas, osoba ta prowadzi dość luksusowe życie - kupuje drogi sprzęt hi-fi, samochód, czasem nawet zaciąga kredyt. Nic dziwnego, w końcu robi to na nasz rachunek. Jeśli będziemy mieli pecha, o swojej podwójnej tożsamości możemy dowiedzieć się nawet po kilku miesiącach. Złodziej najprawdopodobniej pozostanie bezkarny, my natomiast będziemy musieli ponieść wszelkie nieprzyjemne, i często kosztowne, konsekwencje chwilowej beztroski.

Wszyscy za to zapłacimy

Czy i Polska będzie musiała wkrótce borykać się bolesnymi dla gospodarki skutkami kradzieży tożsamości? W samej tylko Wielkiej Brytanii kradzież tożsamości przynosi gospodarce coroczne straty wysokości 1.3 mld funtów, a kradzież gotówki z nieprawidłowo zabezpieczonych kont bankowych 14 mld funtów. Około 29.7 mln funtów strat zostało spowodowanych przez lekkomyślne zachowanie osób, których karty złodzieje skopiowali korzystając z danych znalezionych na wyrzuconych wyciągach.

Wagi konieczności niszczenia dokumentów bardzo często nie doceniają firmy. Według GIODO (Główny Inspektorat Ochrony Danych Osobowych): “Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych, udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 (Art. 51 Ustawy o Ochronie Danych Osobowych)”. Dlatego warto upewnić się, czy nasz bank, ubezpieczyciel lub operator komórkowy na pewno odpowiednio chronią dane swoich klientów.

Mądry Polak przed szkodą?

Możemy jednak zapobiec wyciekowi najważniejszych dla nas danych w niepowołane ręce. Jak to zrobić? Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem jest regularne i staranne niszczenie dokumentów zawierających dane osobowe. Niestety, przedarcie kartek na cztery nie daje zadowalającego efektu. Dlatego najbardziej zalecaną metodą jest korzystanie z domowej lub biurowej niszczarki dokumentów.

Według Dariusza Wilka, dyrektora marketingu firmy Fellowes, “w Polsce sprzedaż przez ostatnie lata koncentrowała się na dostarczaniu niszczarek dla firm, biur i instytucji, które doskonale rozumieją potrzebę ochrony informacji. Po raz pierwszy w tym roku obserwujemy znacznie większe zainteresowanie modelami niszczarek przystosowanymi do pracy w domu. Odmienna sytuacja panuje w USA i Zachodniej Europie, gdzie niszczarka jest wyposażeniem bardzo wielu gospodarstw domowych. Cieszy nas to, że również Polacy zaczynają w odpowiedzialny sposób chronić siebie i swoje rodziny”.

Fellowes zaleca następujące kroki ochrony dokumentów zawierających dane osobowe:

* Przechowywanie wszystkich ważnych dokumentów w bezpiecznym miejscu.
* Staranne niszczenie przed wyrzuceniem wszystkich dokumentów zawierających dane, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam
* Regularne sprawdzanie wyciągów z kart kredytowych i banku. Jak najszybszy kontakt z bankiem w przypadku zauważenia nieprawidłowości.
* Nadawanie różnych haseł dostępu kontom internetowym. Hasło powinno być trudne do odgadnięcia, i nie powinno to być np. imię domowego zwierzaka lub dziecka
* Jeśli to możliwe, zalecane jest korzystanie z serwisu SMS banku, informującego natychmiastowo o każdej dokonywanej transakcji

źródło: Bankier.pl


Jun 10 2008

Nowy sposób na wyższy kredyt

Tag: Budownictwo i inne, biznes, gospodarkaadmin @ 12:12 pm

Niebotyczne ceny nieruchomości i rosnące koszty kredytu powodują, że aby kupić mieszkanie, Polacy uciekają się do pomocy rodziców. I nie chodzi wcale o pożyczenie od nich pieniędzy, lecz o pomoc w podwyższeniu zdolności kredytowej. ‐ Młode małżeństwa coraz częściej biorą kredyt wraz z rodzicami jednego z małżonków ‐ mówi Magdalena Rucka, doradca finansowy Kredyt Banku z Trójmiasta, gdzie już co czwartą umowę podpisują nie jedna czy dwie, lecz trzy ‐ cztery osoby. ‐ To daje szanse na uzyskanie kredytu. Wiek młodych małżonków pozwala rozłożyć kredyt na wiele lat, a dochody rodziców gwarantują odpowiednią zdolność kredytową ‐ wyjaśnia.

Wielopokoleniowe kredyty zaczęły się upowszechniać pod koniec 2007 r., gdy rosnące odsetki w złotych coraz większej liczbie zainteresowanych zamykały drogę do kredytów we frankach szwajcarskich, przy których udzielaniu obowiązują surowsze zasady. ‐ Mamy wielu klientów, którzy po bezskutecznym poszukiwaniu w bankach kredytu we frankach wracają pod rękę z rodzicami ‐ mówi Rucka.

‐ Tego typu pożyczki są szczególnie popularne poza Warszawą ‐ dodaje Paweł Majtkowski z Expandera. Często gra toczy się o kilkaset złotych brakujących do uzyskania zdolności kredytowej. Jak wynika z obliczeń Expandera, rodzina z dwójką dzieci, która chce pożyczyć 300 tys. zł na 30 lat we frankach w Kredyt Banku, musi mieć miesięczny dochód w wysokości 3700 zł, podczas gdy do kredytu złotowego wystarczyłoby 3300 zł. Z ratami jest już odwrotnie ‐ spłata tego samego zadłużenia we frankach kosztuje obecnie o 35 proc. mniej niż pożyczki złotowej.

W skali całego rynku odsetek wielopokoleniowych kredytów wciąż nie jest duży. ‐ Większość osób nie wie o możliwości wspólnego pożyczania. Inni z kolei są przekonani, że wiek rodziców odebrałby im szanse na długoletni kredyt ‐ twierdzi Aleksadra Łukasiewicz, dyrektor produktów bankowych w Open Finance. A tak bywa, ale nie wszędzie. Niektóre banki, m.in. Raiffeisen, Millennium i Kredyt Bank, przy obliczaniu okresu kredytowania biorą pod uwagę wiek najmłodszego z kredytobiorców.

Z kolei np. w Nordei, gdy najstarszy kredytobiorca kończy 70 lat, zadłużenie nie może przekroczyć 40 proc. wartości nieruchomości. ‐ To jedyne obostrzenie ‐ zapewnia Piotr Zawadzki, dyrektor departamentu bankowości hipotecznej w Nordea Bank Polska. Nic dziwnego, bo przy spadającej sprzedaży kredytów takie rozwiązanie zwiększa liczbę potencjalnych klientów.

Zdaniem Marcina Gałacha z departamentu kredytów detalicznych Kredyt Banku wielopokoleniowych kredytów będzie przybywać. ‐ Stopy procentowe w Polsce idą w górę, a Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje obecnie od banków, aby zobowiązania kredytowe nie przekraczały 65 proc. dochodów kredytobiorcy, podczas gdy jeszcze niedawno było to ok. 70 proc. ‐ mówi Gałach.

Źródło: Dziennik.pl


Jun 05 2008

Ernst&Young: Polska najlepsza w Europie

Tag: Budownictwo i inne, biznesadmin @ 6:49 pm

Europa straciła prymat atrakcyjności dla inwestycji zagranicznych - wynika z raportu Ernst&Young. Firma przedstawiła w czwartek w Warszawie wyniki dorocznego raportu atrakcyjności inwestycyjnej. Najwięcej zainteresowania na kontynencie wzbudza Polska.

Europa traci pozycję lidera atrakcyjności miejsc do inwestowania na rzecz krajów Azji - Chin i Indii. Również Polska znalazła się poza pierwszą dziesiątką najatrakcyjniejszych regionów inwestycyjnych świata, w ubiegłych latach była w tym rankingu na 5. miejscu w 2005 i na 7. miejscu w 2006 r. - poinformowała Agnieszka Tałasiewicz z Ernst&Young, prezentując raport.

Europa Zachodnia znacząco straciła w rankingu. Europa jako całość zyskuje dzięki dobrej atrakcyjności Europy Środkowej i Wschodniej - podała.

Tegoroczny raport nie omawia szczegółowo sytuacji poszczególnych krajów, skupia się na kontynencie. Z danych Ernst&Young wynika, że dla ankietowanych przez firmę menedżerów Polska jawi się jako najatrakcyjniejsze miejsce przyszłych potencjalnych inwestycji - powiedziała Tałasiewicz. 18 proc. ankietowanych, pytanych o przyszłe potencjalne plany inwestycyjne, jako miejsce preferowanych inwestycji zagranicznych wskazało Polskę, 16 proc. Niemcy, a 12 proc. Rosję - podała.

Według Krzysztofa Rybińskiego z Ernst&Young nasz kraj powinien skorzystać z tego pozytywnego nastawienia menedżerów i być przygotowanym na potencjalne inwestycje. W jego ocenie w związku z trudną sytuacją na światowym rynku, Polska powinna wykorzystać decyzje o przesuwaniu inwestycji i przyciągać je.

“Polska powinna wykorzystać fakt, iż jest postrzegana jako najbardziej atrakcyjna lokalizacja inwestycji w Europie - do przyspieszenia reform oraz radykalnej poprawy stanu naszej infrastruktury technicznej i infrastruktury wiedzy” - powiedział Rybiński.

W dziedzinie inwestycji już dokonanych Polska jest na drugim miejscu w Europie, jeśli chodzi o liczbę miejsc pracy, które powstały w wyniku inwestycji zagranicznych w 2007 r. (18,4 tys.). Wyprzedza nas Wielka Brytania (24,2 tys. nowych miejsc pracy), przy znacznie większej liczbie projektów (713). Polska pod względem liczby projektów w Europie jest na siódmym miejscu (146).

W 2007 r. najwięcej inwestycji zagranicznych na świecie trafiło do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji, Holandii i Chin. Europa Zachodnia przyciąga coraz więcej usług, głównie dla biznesu, podczas gdy we wschodniej części kontynentu przeważają inwestycje produkcyjne - wynika z raportu.

Najważniejszymi kryteriami podjęcia decyzji o lokalizacji inwestycji są dla menedżerów stabilny system prawny i polityczny danego kraju, infrastruktura logistyczna i transportowa oraz coraz częściej - głównie w przypadku usług - infrastruktura telekomunikacyjna - podała Tałasiewicz.

Najbardziej pożądanymi dla inwestorów zmianami byłaby w Europie łatwość przepływu inwestycji pomiędzy poszczególnymi krajami kontynentu - wynika z badań. Na korzyść kontynentu działa wysoka ocena potencjału innowacyjnego - 76 proc. badanych uważa, że Europa ma dobry potencjał w tej dziedzinie.

Menedżerów cechuje duża wiara w perspektywy rozwoju inwestycji zagranicznych w Europie - nastawienie, że sytuacja poprawi się, ma w sumie 56 proc. badanych, a jedynie 11 proc. przewiduje, że sytuacja się pogorszy - podaje raport.

Prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Paweł Wojciechowski podkreślił, że Polska za najcenniejsze uznaje inwestycje w nowe technologie. Agencja stara się wspierać takich inwestorów.

Wojciechowski podkreślał, że nadal atutami naszego kraju w przyciąganiu inwestycji zagranicznych jest lokalizacja, przynależność do wspólnego rynku UE i duży rynek wewnętrzny, młoda wykształcona kadra i perspektywa wydania przez nasz kraj w najbliższych latach na inwestycje w sumie ponad 80 mld euro.

“Decyzje inwestorów mogą być ostrożniejsze, mogą oni mieć mniejszą skłonność do inwestowania w ogóle w skali globalnej. Dlatego również udział w wielkości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce może ulec zmniejszeniu. Ale powodem będą względy globalne, a nie gorsza atrakcyjność Polski na tle innych krajów” - powiedział.

Priorytetem PAIIZ pozostaje przyciąganie inwestycji w wysokie technologie. Obecnie faktycznie obsługiwanych przez agencję jest 147 projektów z 20 państw - podał. Od stycznia do maja rozpoczęto 25 inwestycji, w wyniku których ma powstać 5 tys. nowych miejsc pracy - podał prezes.

W ocenie Rybińskiego światowa gospodarka, przesuwając się w stronę Chin i Indii, wraca do notowanej już w historii sytuacji, gdy połowa PKB powstawała w tych krajach. W jego ocenie to duże wyzwanie dla “leniwej, utuczonej Europy”. “Europa pozostaje jednak mądra i powinna to wykorzystać, stając się światowym centrum innowacji” - mówił.

Raporty o atrakcyjności inwestycyjnej firma Ernst&Young przygotowuje co roku - od sześciu lat.

Źródło: PAP


Jun 04 2008

Rynek Win

Tag: biznesadmin @ 11:14 am

Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, skąd na rynku stale pojawiają się kolekcje rzadkich win, skoro ich liczba – z wiadomych względów – wcale nie powiększa się.

Odpowiedź jest prosta – rozwód, śmierć i bankructwo. Te trzy plagi współczesności systematycznie dostarczają aukcyjnemu rynkowi kolejnych winiarskich atrakcji.

Najpopularniejszymi i największymi domami aukcyjnymi na świecie są: Christie’s i Sotheby’s. Pierwszy z nich swoją działalność rozpoczął już 7 grudnia 1766 roku, kiedy to James Christie sprzedał pierwszą partię dzieł. Co ciekawe, już wówczas do swojej oferty dołączył kolekcję win. Tylko w 2004 roku obroty tego domu aukcyjnego (swoje siedziby ma w Amsterdamie, Bordeaux, Genewie, Londynie, Los Angeles, Nowym Jorku i Paryżu) osiągnęły z tego tytułu 34 miliony dolarów. Drugi najsłynniejszy dom aukcyjny, Sotheby’s, nie ustępuje mu pod względem rozmachu działalności.
W czasie jednej aukcji zazwyczaj jest wystawianych ok. 500-600 produktów pochodzących ze wszystkich zakątków, łącznie z Nowym Światem.

RYZYKOWNY INTERES

Aukcje słyną ze sprzedaży najrzadszych i najbardziej poszukiwanych win na świecie, jak choćby skrzynki Chateau Petrus rocznik 1989, którą sprzedano rok temu za 24.675 dolarów na nowojorskiej aukcji Sotheby’s. To zresztą jedyna możliwość, by stać się posiadaczem wina, którego nie można już dostać na wolnym rynku. Aukcje mają w sobie coś z hazardu, bo sprawdzić takie wino możemy dopiero wówczas, kiedy za nie zapłacimy. Tak więc to od domu aukcyjnego w dużej mierze zależy, czy nasz zakup okaże się strzałem w dziesiątkę czy trafimy przysłowiową kulą w płot. Na szczęście takie domy aukcyjne, jak Sotheby’s, Christie’s czy Edward Roberts International (z siedzibą w Chicago i San Francisco) mają sztab ludzi, który przeprowadza przez meandry licytacji. Należy do nich nie tylko prezentacja licytowanych win, ale także oprowadzenie przed aukcją po piwnicach domu aukcyjnego, tak by każdy dokładnie mógł obejrzeć proponowane trunki.

TRUDNE POCZĄTKI

Kupno wina na aukcji nie jest tak trudne, jak by się mogło wydawać. Nie, jeśli porównamy to z tradycyjnymi inwestycjami. A dywidendy mogą być o wiele bardziej upajające i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Najważniejsze to zamówić katalog aukcyjny sprzedaży, dzięki któremu zyskuje się wstęp na przedaukcyjne degustacje i pokazy (dostarczany jest zazwyczaj na tydzień przed aukcją). Nie należy też zapominać, że do sumy, jaką gotowi bylibyśmy zapłacić za wino, trzeba doliczyć 10-20 procent prowizji pobieranej przez dom aukcyjny, a także podatek VAT i ewentualne koszty transportu.

Warto pamiętać, że aukcje win trwają często przez cały dzień. Samo licytowanie wprawdzie jest znacznie krótsze, jednak znawcy twierdzą, że warto uczestniczyć we wszystkich imprezach towarzyszących głównej licytacji, a szczególnie przedaukcyjnej degustacji i zwiedzaniu piwnic domu aukcyjnego. To o tyle istotne, że w czasie samej licytacji nie będzie czasu, by dokładnie zapoznać się z ofertą. W ciągu godziny jest sprzedawanych bowiem nawet do dwustu przedmiotów, a jedno wino bądź oferowana skrzynka wystawiana jest średnio przez 30 sekund. To za krótko, by dowiedzieć się czegoś więcej, by zastanowić się, stąd tak ważne są przedaukcyjne spotkania, wertowanie katalogów, rozmowy ze specjalistami. Przedaukcyjna degustacja zazwyczaj kosztuje od 50 do 75 dolarów, ale są i darmowe.

Domy aukcyjne mają też propozycje dla tych, którzy nie mogą bądź nie chcą spędzać całego dnia na aukcjach. Istnieją inne formy uczestnictwa: telefoniczne, które niewiele różnią się od osobistych, ponieważ dają możliwość bieżącego śledzenia i brania udziału w licytacji, oraz zlecenia pisemne i internetowe. W przypadku dwóch ostatnich zakłady składane są co najmniej na 24 do 48 godzin przed licytacją. Na specjalnych formularzach wystarczy jedynie zaznaczyć maksymalną cenę, jaką chcemy zapłacić za wybrany trunek. Jeśli nikt podczas licytacji jej nie przebije – wino będzie nasze.

ZYSKI PEWNE JAK W BANKU

Skąd te wszystkie wspaniałe wina biorą się na aukcjach? Odpowiedź jest prosta. Śmierć, rozwód i długi – te czynniki sprawiają, że aukcje nigdy nie znikną. Większość z proponowanych na aukcji trunków ma swoją kartotekę, w której wymienione zostało miejsce kupna, kolejni właściciele, miejsce i sposoby przechowywania itp. Dla wielu kupno wina to także świetna inwestycja. W ciągu dekady zakup potrafi zwrócić się w dwójnasób, a rocznie butelka zyskuje kilka procent na wartości.

Kolekcjonerzy polują na trzy grupy win. Pierwsze z nich to trunki z rocznika 1982 i młodsze. Popyt na nie zależy od aktualnych trendów, a ceny kształtują korzystne recenzje bądź opinie specjalistów. Wartość rzadszych win, pochodzących z lat 1945-1982, zależy od pochodzenia i oryginalności. Najbardziej cenna, a przy tym najrzadsza grupa obejmuje wina sprzed 1945 roku. W ich przypadku liczy się głównie wartość historyczna.

Aukcje winiarskie stają się coraz bardziej intratnym przedsięwzięciem dla domów aukcyjnych. Dla przykładu, dla Departamentu Winiarskiego Christie’s rok 2006 był rekordowy – łączna sprzedaż trunków przekroczyła 58 mln dolarów. W samej Europie podczas 33 sesji za wina zapłacono ponad 30 mln dolarów, najwięcej w kwietniu 2006 roku za skrzynkę (12 butelek) Romanee Conti 1978 – 93,5 tys. funtów, zaś amerykański oddział Christie’s najwięcej, bo aż 345 tys. dolarów uzyskał we wrześniu za Chateau Mouton Rothschild 1945 (6 butelek typu magnum). Jak widać amerykańscy i europejscy koneserzy traktują wino – i to od dawna – jako dobrą lokatę kapitału.

Źródło: Świat Alkoholi


Jun 04 2008

Zakaz importu odkażanego chlorem mięsa drobiowego z USA.

Tag: Polityka, biznesadmin @ 11:10 am
26 krajów za zakazem importu amerykańskich kurczaków 6 z 27 krajów Unii Europejskiej opowiedziało się za utrzymaniem zakazu importu odkażanego chlorem świeżego mięsa drobiowego z USA - podały źródła w Komisji Europejskiej.

Komitet ekspertów weterynaryjnych UE w poniedziałek głosował nad propozycją KE, która czyniąc gest w kierunku Waszyngtonu na dwa tygodnie przed szczytem UE-USA zaproponowała pod koniec maja uchylenie wprowadzonego w 1997 roku zakazu.

Przeciwko wypowiedzieli się przedstawiciele wszystkich krajów UE poza Wielką Brytanią, która wstrzymała się od głosu.

Tuż po ogłoszeniu propozycja napotkała ostry opór wielu krajów członkowskich, a także eurodeputowanych, organizacji rolnych, konsumenckich i ekologicznych i jest bardzo prawdopodobne, że nie zostanie wdrożona.

Zakaz wprowadzono, gdyż amerykańskie kurczaki są przed wysyłką chemicznie odkażane - kąpane w chlorze, co jest praktyką zakazaną w Unii Europejskiej. USA zwróciły się jednak do władz UE o zatwierdzenie tej technologii, co otworzyłoby unijny rynek na import kurczaków.

KE zaproponowała zmiany swych rozporządzeń, tak by zezwolić na używanie w UE takich samych metod w produkcji mięsa drobiowego przeznaczonego do konsumpcji. W procesie odkażania drobiu możliwe byłoby używanie czterech substancji antydrobnoustrojowych, w tym chloru. KE zapewnia, że wszystkie przeszły pozytywnie naukowe testy Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) dotyczące ich ewentualnego wpływu na zdrowie konsumentów.

Zezwolenie obwarowała surowymi warunkami, takimi jak konieczność spłukania chloru wodą pitną, specjalna kontrola procesu produkcji i odpowiednie etykietowanie kurczaków, tak aby konsument wiedział, że kupuje produkt, który był odkażany substancją antydrobnoustrojową.

KE powstrzymała się od reakcji na głosowanie w komitecie ekspertów weterynaryjnych, zapowiadając, że “przeanalizuje” ich opinię.

Propozycja trafi niebawem pod głosowanie ministrów rolnictwa “27″, gdzie - jak wskazuje poniedziałkowe głosowanie - zostanie odrzucona.

Z informacji PAP wynika, że blokada ze strony krajów członkowskich odpowiada Komisji Europejskiej, gdzie perspektywa dopuszczenia amerykańskich chlorowanych kurczaków na unijny rynek budziła opór wielu komisarzy, w tym przede wszystkim unijnej komisarz ds. zdrowia Andrulli Wasiliu.

Zdaniem źródeł w KE zapowiedź uchylenia zakazu ma zapewnić dobrą atmosferę rozmów i ocieplenie kontaktów przed szczytem UE-USA w czerwcu. Gdy zaś zakaz nie zostanie uchylony, KE będzie mogła zrzucić odpowiedzialność na kraje członkowskie.

KE obiecała USA zniesienie zakazu podczas ostatniego spotkania w Brukseli 13 maja w ramach tzw. Transatlantyckiej Rady Gospodarczej, w której wziął udział unijny komisarz ds. przemysłu Guenter Verheugen oraz ze strony amerykańskiej Dan Price, w Białym Domu odpowiadający za sprawy światowego handlu.

Źródło: PAP

Jun 04 2008

W Polsce buduje się drogi nietrwałe, bo tanie

Tag: Budownictwo i inne, biznesadmin @ 11:05 am
Koszt budowy drogi asfaltowej jest niższy niż nawierzchni betonowych, ale trzeba je remontować już po dziesięciu latach. Brakuje jednak cementu, więc i tak będziemy skazani na gorsze drogi asfaltowe.

Mimo że szacunkowy koszt budowy drogi asfaltowej jest o około 20 proc. niższy niż drogi betonowej, to asfaltowa nawierzchnia najczęściej już po dziesięciu latach wymaga remontu. Droga betonowa może być eksploatowana nawet przez 30-40 lat. Jednak krajowe, roczne, zdolności produkcyjne to tylko 18 mln ton cementu. Musimy się także liczyć z limitami emisji CO2. Nie mamy wystarczająco dużo cementu na budowę dróg betonowych.

- Dla nas najważniejsza jest cena wykonania - mówi Artur Mrugasiewicz z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Tymczasem, przy uwzględnieniu kosztów spodziewanych remontów, droga betonowa jest tańsza.

- Nie jest przypadkiem, że połowa dróg w Niemczech, Austrii, Belgii i Wielkiej Brytanii to drogi o nawierzchni betonowej - mówi Piotr Kijowski ze Stowarzyszenia Producentów Cementu. Firmy budowlane podkreślają, że ich koszty budowy rosną nie tylko dlatego, że droższa jest robocizna, ale drożeją też materiały. Asfalt jest produktem ubocznym przy przerobie ropy naftowej.

- Średnio masa asfaltowa zdrożała w ciągu roku o 20 proc. - mówi Krzysztof Kopeć z Grupy Lotos.

Masa asfaltowa to 5 proc. tego, co powszechnie nazywamy asfaltem - reszta to kruszywo. Cement także zdrożał, wiec zdecydowana większość budowanych dróg w kraju nadal ma nawierzchnie asfaltowe. Są one tańsze, więc za te same pieniądze można wybudować znacznie więcej kilometrów.

Na betonową nawierzchnię zdecydowano się tylko w przypadku autostrady A4 z Wrocławia do granicy z Niemcami i niewielkiego odcinka na drodze nr 8 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego.

Drogi betonowe budują też niektóre gminy. W sumie mamy w kraju tylko około 600 km dróg betonowych.

Zdaniem specjalistów najbardziej opłaca się budować drogi betonowe w okolicach cementowni.

- Beton trudno dowozić na duże odległości, maksymalnie może to być 30-40 km - mówi Michał Wuczyński z firmy Awbud.

Droga betonowa jest tym bardziej opłacalna, im większy jest na niej ruch. Zaleca się taką nawierzchnię, gdy obciążenie drogi przekracza 20 tys. pojazdów na dobę.

- Nam jest wszystko jedno, w jakiej technologii budujemy drogi - twierdzi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Budownictwa.

Źródło: Gazeta Prawna

« Previous PageNext Page »