Jun 03 2008

Polacy nie radzą sobie z płaceniem długów

Tag: Budownictwo i inne, biznesadmin @ 8:35 am

Te zaskakujące dane przyniósł opublikowany wczoraj raport firmy InfoMonitor BIG, która zbiera dane o zadłużonych Polakach.

Z wyliczeń InfoMonitora wynika, że wartość naszych zaległości rośnie lawinowo. Jeszcze w sierpniu 2007 r. więcej niż dwa miesiące zwłoki mieliśmy w spłacie prawie 5 mld zł długów. Dziś kwota zaległości sięga już 6,7 mld zł. W zaledwie trzy kwartały przybyło aż 1,8 mld zł nowych długów, których nie spłacamy w terminie!

Rośnie też liczba Polaków mających kłopoty ze spłatą długów. W sierpniu 2007 r. nie przekraczała miliona osób, dziś jest to już 1,2 mln.

Eksperci nie mają wątpliwości: coraz więcej domowych budżetów rozkładają na łopatki stałe rachunki - rosnące czynsze za mieszkanie czy wyższe ceny prądu, który od początku roku podrożał o kilkanaście procent.

Ale nie tylko. Za górę naszych zaległości płatniczych częściowo odpowiada też boom kredytowy. Przez ostatni rok wartość zaciągniętych przez Polaków kredytów bankowych wzrosła o rekordową kwotę 60 mld zł. Dziś jesteśmy winni bankom już 230 mld zł.

Do niedawna boom napędzały kredyty hipoteczne, teraz są to karty kredytowe i szybkie pożyczki gotówkowe. Polaków nie odstrasza coraz wyższa inflacja, która przekłada się na wyższe raty kredytów.

Rosnące stopy procentowe - od kwietnia ubiegłego roku Rada Polityki Pieniężnej podniosła je o 1,75 pkt proc. - sprawiają, że coraz więcej Polaków przyznaje się w badaniach opinii publicznej do kłopotów ze spłatą coraz wyższych rat. Według firmy AZ Finanse już połowa osób, które zaciągnęły kredyt, przeznacza połowę pensji lub więcej na stałe płatności, czyli comiesięczne rachunki i raty. Większość analityków spodziewa się, że inflacja będzie nadal rosła, a wraz z nią oprocentowanie kredytów.

Przez rok oprocentowanie przeciętnego kredytu mieszkaniowego w złotych wzrosło z 5 do ponad 7 proc. Jeśli ktoś rok temu płacił 1500 zł miesięcznej raty, dziś musi wysupłać już 1900 zł.

-Wziąłem kredyt hipoteczny na 30 lat. W czerwcu 2006r. oprocentowanie wynosiło 5,94 proc. Już po kilku miesiącach oprocentowanie podniesiono mi do 6,12 proc., w lipcu 2007r. płaciłem już 6,61 proc., w październiku tamtego roku - równe 7 proc., zaś w styczniu 2008r. bank poinformował, że podwyższa oprocentowanie do 7,6 proc. Moje miesięczne raty rosną w zastraszającym tempie - z 778 zł do 894 zł -mówi nam pan Marian z Warszawy.

Bankowcy uspokajają: z raportu wynika, że największe problemy mamy z pożyczkami gotówkowymi - nie spłacamy co dziesiątej. Kłopoty ze spłacaniem kredytów mieszkaniowych, które stanowią połowę naszego zadłużenia, w maju miało “tylko” 1,13 proc. osób.

-To nie jest poważne niebezpieczeństwo, bo pensje Polaków cały czas rosną -mówi “Gazecie” Józef Wancer, prezes banku BPH. Przyznaje jednak, że banki uważnie przyglądają się takim raportom i po takich informacjach ich polityka kredytowa może być “bardziej wyważona”.

Gołym okiem widać, że niektóre banki lekką ręką pożyczają klientom pieniądze. - Niektóre jeszcze niedawno wyliczały zdolność kredytową klienta, ustalając koszty utrzymania na poziomie np. 100-200 zł miesięcznie na osobę -mówił na Forum Bankowym Tomasz Bieske z Ernst & Young.

Bankowcy, choć twierdzą, że nie ma jeszcze mowy o pladze niespłacanych kredytów, przyznają, że zastanawiają się nad przykręceniem śruby klientom. W kwietniowej ankiecie Narodowego Banku Polskiego prawie połowa pytanych bankowców (45 proc.) przyznała, że w najbliższych miesiącach nie będzie już udzielać kredytów tak lekką ręką. Tylko 8 proc. bankowców rozważało złagodzenie wymogów wobec pożyczkobiorców.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jun 02 2008

Ryzykowne napoje energetyczne

Tag: Imprezy, biznes, rozrywkaadmin @ 12:52 pm

Naukowcom udało się zidentyfikować niespodziewany czynnik sprzyjający ryzykownym zachowaniom nastolatków i młodych dorosłych: napoje energetyczne.

W ostatnich latach gwałtownie wzrosła popularność nasyconych kofeiną napojów, o nazwach takich jak Red Bull, Monster, Full Throttle czy Amp. Co trzecia osoba między 12 a 24 rokiem życia twierdzi, że pija je regularnie, dzięki czemu wartość corocznej sprzedaży w USA przekracza trzy miliardy dolarów.

Lekarze i szkolne władze w całym kraju są coraz bardziej zaniepokojeni tą tendencją. Spożycie napojów energetycznych wiązane jest z nudnościami, nieprawidłową pracą serca i wizytami na izbie przyjęć.

W zeszłym roku w Colorado Springs kilku uczniów szkół średnich źle się poczuło po wypiciu Spike Shootera, napoju o wysokiej zawartości kofeiny, co skłoniło dyrektora do zakazu jego spożywania. W marcu czterech uczniów szkoły w Broward County na Florydzie zgłosiło się na izbę przyjęć z kołataniem serca i potami po wypiciu napoju energetycznego Redline. W Tigard (stan Oregon) nauczyciele rozesłali niedawno rodzicom alarmującego maila, mówiącego o uczniach, którzy pod wpływem przyniesionych do szkoły napojów energetycznych zachowywali się jak pijani bądź byli wyczerpani, gdy przestała działać kofeina.

Nowe badania sugerują zaś, że napoje mają związek problemem bardziej niepokojącym niż roztrzęsienie po kofeinie – z niepotrzebnym podejmowaniem ryzyka.

W marcowym numerze ”The Journal of American College Health” opublikowano raport dotyczący związku pomiędzy napojami energetycznymi, sportem i ryzykownym zachowaniem. Autorka, zajmująca się badaniem uzależnień Kathleen Miller z University of Buffalo mówi, że jak się wydaje wysokie spożycie napojów energetycznych ma związek z “toxic jock” – zespołem ryzykownych i agresywnych zachowań, do których należy seks bez zabezpieczeń, nadużywanie różnych substancji psychoaktywnych i przemoc.

Nie znaczy to, że owe napoje są przyczyną złego zachowania. Jednak dane sugerują, że regularne spożywanie napojów energetycznych może być sygnałem ostrzegawczym dla rodziców i wskazywać, że ich dzieci są bardziej skłonne do ryzykowania zdrowiem i bezpieczeństwem. – Wydaje się, że dzieciaki, które nadużywają napojów energetycznych często są bardziej skłonne także do podejmowania ryzyka. – mówi Miller.

Według American Beverage Association napoje energetyczne nie są przeznaczone dla nastolatków. – Kierujemy swoją ofertę do dorosłych - mówi rzecznik, Craig Stevens. Jak twierdzi, marketing jest ukierunkowany na osoby, które rzeczywiście mogą wydać 2-3 dolary na te produkty.

Napoje zawierają najróżniejsze kombinacje składników: substancje pobudzające pochodzenia roślinnego takie jak guarana, zioła w rodzaju miłorzębu czy żeńszenia, cukier, aminokwasy, w tym tauryna, a także witaminy. Jednak głównym aktywnym składnikiem jest kofeina.

Zawartość kofeiny bywa różna. 340 gramów napoju Amp zawiera 107 miligramów kofeiny, podczas gdy w takiej samej porcji Coca-coli czy Pepsi jest od 34 do 38 miligramów. Monster zawiera 120 miligramów, a Red Bull - 116. Mocniejsze są Spike Shooter - 428 miligramów kofeiny w340 gramach oraz Wired X344 – 258 miligramów.

Jak zaznacza Stevens, najpopularniejsze energy drinki często zawierają mniej kofeiny niż filiżanka kawy. W kawiarniach Starbucks zawartość kofeiny waha się (zależnie od napoju) od 75 miligramów w 240-gramowym cappuccino czy latte do nawet 250 miligramów w takiej samej porcji kawy parzonej.

Ponieważ te napoje podaje się na zimno, mogą być spożywane szybciej i w większych ilościach niż gorąca kawa, którą pije się łyczkami. Problemem jest także coraz większa popularność mieszania napojów energetycznych z alkoholem. Dodatek kofeiny może sprawiać, że pijący alkohol czują się mniej pijani, jednak koordynacja ruchów i czas reakcji są tak samo zaburzone jak po samym alkoholu - wynika z badań, których wyniki zamieszczono w kwietniu 2006 na łamach pisma medycznego ”Alcoholism: Clinical and Experimental Research”.

- Jesteś dokładnie tak samo pijany, tyle że nie zasypiasz – mówi prof. Mary Claire O’Brien, z Wake Forest University Baptist Medical Center w Winston-Salem.

O’Brien badała spożycie energy drinków i alkoholu wśród studentów college’u na dziesięciu uniwersytetach Karoliny Północnej. Wyniki, opublikowane w tym miesiącu na łamach Academic Emergency Medicine, wskazują, że studenci, którzy mieszali energy drinki z alkoholem upijali się dwa razy częściej niż ci, którzy pili sam alkohol i znacznie częściej ulegali urazom czy też potrzebowali pomocy medycznej w związku z piciem alkoholu. Mieszający napoje energetyczne częściej bywali też sprawcami bądź ofiarami agresywnych zachowań seksualnych. Efekt ten utrzymywał się nawet po uwzględnieniu przez badaczy ilości spożytego wina i alkoholu.

Producenci twierdzą, że nie zachęcają do mieszania napojów z alkoholem. - Oczekujemy, że konsumenci będą się cieszyć naszymi produktami w sposób odpowiedzialny – mówi Michelle Naughton, rzecznik PepsiCo, która sprzedaje napój Amp.

Źródło: The New York Times


Jun 02 2008

Prałat Jankowski zamyka swój instytut

Tag: Polityka, biznesadmin @ 9:34 am

Informacje o zamknięciu instytutu potwierdził “Dziennikowi” Ryszard Walczak, mianowany w sobotę na prezesa instytutu w likwidacji. “Ksiądz Jankowski zdecydował o wycofaniu swojego imienia z instytutu, co w praktyce oznacza jego koniec. Ma przestać istnieć najdalej do końca sierpnia” - tłumaczy prezes.

Według informacji “Dziennika”, abp Głódź miał już dosyć niemoralnego prowadzenia się młodych pracowników instytutu. - Arcybiskup bardzo się przejmuje swoimi kapłanami i na pewno rozmawiał o problemach instytutu z księdzem Jankowskim - potwierdza Walczak. Podkreśla jednak, że decyzję w sprawie instytutu prałat Jankowski podjął sam.

Mariusz Olchowik to 26-letni były członek Młodzieży Wszechpolskiej i student toruńskiej uczelni ojca Tadeusza Rydzyka. Prezesem instytutu został w 2005 r. Jego sukcesem było wypromowanie w 2006 wody marki Jankowski, ale kolejne pomysły były gwoździem do trumny fundacji. Teraz zamiast otwierać sieć restauracji, produkować wódkę Prałacką i tworzyć sieć telefonii komórkowej im. ks. prałata Olchowik i jego współpracownicy będą musieli tłumaczyć się z dysponowania pieniędzmi instytutu.

Ich konta obciążają też skandale obyczajowe. “Rzeczpospolita” pisała, że pracownicy instytutu mieli być bywalcami ekskluzywnych agencji towarzyskich, a TVN wyemitował film, na którym Olchowik groził jednemu ze współpracowników i go wyzywał.

Według Walczaka, to właśnie informacje mediów o niemoralnym prowadzeniu się Olchowika były bezpośrednim powodem odsunięcia jego oraz kilku innych współpracowników od księdza. Nowy prezes zapowiada, że wkrótce Olchowik wyniesie się z warszawskiej siedziby instytutu, gdzie cały czas mieszka - czytamy w “Dzienniku”.

Źródło: Gazeta.pl


May 29 2008

Analitycy: Zarobki w kwietniu wzrosły o 11,1 proc.

Tag: Budownictwo i inne, Hotele i wypoczynek, biznesadmin @ 11:50 am

Warszawa, 19.05.2008 (ISB) - Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach wzrosły w kwietniu br. o 11,1% r/r wobec 10,2% w marcu, uważają analitycy. Według nich, utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu płac to efekt coraz większych kłopotów z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników i rosnącymi roszczeniami płacowymi. Ostrzegają jednak, że na dłuższą metę utrzymywanie takiej dynamiki - co jest bardzo prawdopodobne - będzie negatywnie wpływało na gospodarkę. W tym okresie zatrudnienie wzrosło o 5,8% r/r, czyli podobnie jak w poprzednim miesiącu.

Jedenastu ekonomistów, uwzględnionych w ankiecie agencji ISB, przewiduje, że wynagrodzenia w firmach wzrosły w lutym średnio o 11,11% r/r. Rozbieżności w prognozach były tym razem znaczne, a ich oczekiwania wahają się od 8,6% do 11,7%.

“Oczekujemy powrotu dynamiki wynagrodzeń do niemal 12% r/r, czemu sprzyjał - podobnie, jak w poprzednich miesiącach - rosnący popyt na pracę w połączeniu z ograniczoną podażą pracy, głównie ze względu na emigrację oraz niską aktywność zawodową” - powiedział analityk Banku Handlowego Piotr Kalisz.

Pozostali eksperci podzielają jego ocenę, dodając kolejne czynniki wpływające na wysoką dynamikę wynagrodzeń w kwietniu.

“Wyższej dynamice płac w kwietniu sprzyja nieco niższa baza statystyczna z poprzedniego roku. Pozostałe czynniki wysokiego tempa wzrostu płac pozostają nadal aktualne, w tym przede wszystkim zacieśniająca się sytuacja na rynku pracy, przy szybko spadającym bezrobociu oraz sygnalizowane przez przedsiębiorców problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników i wysokie żądania płacowe, także w sektorze publicznym” - tłumaczy analityk Banku BPH Maja Goettig.

Jej zdaniem, podwyższaniu płac sprzyjają też bardzo dobre wyniki finansowe przedsiębiorstw za poprzedni rok. Goettig szacuje, że w całym 2008 roku średnie tempo wzrostu płac będzie na dwucyfrowym poziomie, ok. 11,0%. Te spostrzeżenia potwierdzają ekonomiści z innych banków.

“Utrzymywanie się wysokiego tempa wzrostu wynagrodzeń związane jest z bardzo dobrymi wynikami finansowymi przedsiębiorstw w zeszłym roku oraz z niską podażą pracy, skłaniającą do zwiększania wynagrodzeń celem zatrzymania i pozyskania nowej kadry pracowniczej” - potwierdza główny ekonomista Invest Banku Jakub Borowski.

Borowski także uważa, że wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń utrzyma się w całym 2008 roku, ale ostrożnie wskazuje pierwsze symptomy, mogące wskazywać powolne wyhamowywanie dynamiki płac.

“W kolejnych miesiącach spodziewam się utrzymania dwucyfrowej dynamiki płac, choć niższe tempo wzrostu wydajności wraz ze obniżeniem konkurencyjności cenowej polskich przedsiębiorstw i ograniczeniem dynamiki popytu będzie stopniowo zmniejszać skłonność do ulegania przez przedsiębiorców płacowym roszczeniom pracowników” - zastrzega analityk Invest Banku.

Pozostali eksperci zwracają głównie uwagę na efekt statystyczny - niską ubiegłoroczną bazę. Jednak, podobnie jak Jakub Borowski, ostrzegają przed negatywnymi konsekwencjami szybko rosnących płac.

“Wzrost rocznej dynamiki płac wiąże się częściowo z efektem niskiej bazy z roku poprzedniego, ale mimo wszystko wciąż utrzymuje się powyżej dynamiki wydajności pracy, co poprzez wzrost jednostkowych kosztów pracy nasila zagrożenia dla inflacji w dłuższym horyzoncie. Dodatkowo, należy pamiętać, że obok rosnących płac w sektorze przedsiębiorstw następuje silny wzrost wynagrodzeń w sferze publicznej, co zwiększa proinflacyjne oddziaływanie płac” - zauważa analityk Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.

“Wzrost rocznej dynamiki płac wynika przede wszystkim z efektu bazy i efekt ten może sprawić, iż tak wysokiej dynamiki w tym roku już nie zobaczymy. Zwłaszcza, że wysoka dynamika funduszu płac będzie coraz silniej wpływać na wyniki firm, zmniejszając krańcową produktywność nowo zatrudnianych pracowników” - uzupełnia główny ekonomista X-Trade Przemysław Kwiecień.

Ta sama jedenastka analityków, ankietowana przez ISB, uważa, że wzrost zatrudnienia w kwietniu wyniósł 5,8%. Ich prognozy wahają się tym razem w bardzo wąskim przedziale 5,7-5,9%. Ekonomiści są tym razem bardzo mocno podzieleni w ocenie tendencji na rynku pracy - przewidują zarówno utrzymanie się dotychczasowego bardzo pozytywnego trendu, jak i pogorszenia.

“W kwietniu spodziewamy się dalszego spadku dynamiki zatrudnienia do 5,7% r/r. Główną przyczyną tego faktu są trudności ze znalezieniem wykwalifikowanej siły roboczej oraz utrzymująca się silna presja na wzrost wynagrodzeń. Istotny wpływ ma również dotychczasowy wzrost cen nośników energii, który przy jednoczesnym umocnieniu złotego zmniejsza zapotrzebowanie na siłę roboczą w przedsiębiorstwach eksportujących i konkurujących z importem” - analizuje Jakub Borowski.

Tymczasem analitycy Banku BPH i Raiffeisen są przeciwnego zdania. Przewidują, że utrzymywanie się aktywności gospodarczej na wysokim poziomie będzie sprzyjało dynamicznemu wzrostowi zatrudnienia.

“Podobnie jak w pierwszych dwóch miesiącach roku zatrudnienie wzrośnie o ok. 300 tys. osób, tj. 5,8% r/r, a wzrost będzie w głównej mierze generowany przez przetwórstwo przemysłowe oraz handel i naprawy. Najszybciej, bo w tempie dwucyfrowym, rośnie w tym roku liczba miejsc pracy w budownictwie, jednak udział tej kategorii w zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw ogółem jest niewielki, ok. 7-proc.” - przekonuje Adam Antoniak z BPH.

“Nadchodzące dane powinny potwierdzić, że obawy o kondycję polskiej gospodarki są przedwczesne, a jednocześnie utrzymują się inflacyjne zagrożenia. Tym samym oczekujemy, że publikowane w najbliższym czasie informacje wesprą scenariusz jeszcze jednej podwyżki stóp procentowych do poziomu 6,0%” - podsumowuje ekonomistka Raiffeisen Bank Polska Marta Petka.

Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w marcu wzrosło o 3,7% m/m, a w ujęciu rocznym zwiększyło się o 10,2% i wyniosło 3144,41 zł. Natomiast zatrudnienie w przedsiębiorstwach w tym czasie wzrosło o 0,2% m/m, natomiast w ujęciu rocznym wzrosło o 5,8% i wyniosło 5384,1 mln osób.

GUS poda dane o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach za kwiecień w poniedziałek, 19 maja, o godz. 14:00. (ISB)

Źródło: ISB

May 29 2008

Brytyjska gospodarka nie poradzi sobie bez Polaków?

Tag: biznesadmin @ 11:17 am

Zdaniem brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych o 10 proc. spadła liczba Polaków podejmujących pracę w Zjednoczonym Królestwie. Opinię tę potwierdza polska ambasada w Londynie, która obserwuje stale zmniejszającą się liczbę polskich emigrantów.

Po wielkiej fali polskiej emigracji, jaka rozpoczęła się w maju 2004 roku teraz następuje odwrót. „Przyczynia się do tego kurs funta, który w 2004 r. kosztował 7 zł, a teraz poniżej 5 zł. - Jeśli jeszcze spadnie, jestem pewna, że 70 proc. Polaków wróci do kraju - przepowiada Kasia Kopacz, redaktor w “Polish Times”. Dobra sytuacja gospodarcza Polski powoduje, że złoty się umacnia. Z kolei brytyjska gospodarka przestała już pędzić” wskazuje Gazeta Wyborcza.

Problem Brytyjczyków polega na tym, że na miejsce zwolnione przez Polaków nie widać chętnych. Sami poddani angielskiej królowej nie kwapią się do pracy na mało atrakcyjnych stanowiskach za zbyt niskie ich zdaniem stawki. Największy problem stoi w tej sytuacji przez brytyjską branżą budowlaną. „W tym samym roku odbędzie się bowiem i piłkarskie Euro 2012 w Polsce, i letnie igrzyska olimpijskie w Londynie. Anglicy mają do zbudowania stadion, centrum sportów wodnych oraz wioskę olimpijską. My - kilka stadionów, setki kilometrów dróg, hotele itd. Federation of Master Builders (zrzesza ponad 13 tys. firm budowlanych) szacuje, że przez najbliższych pięć lat Brytyjczykom potrzeba co roku ponad 87 tys. nowych pracowników. - Jeśli Polacy wrócą do domu, to opóźni się wykonanie najważniejszych projektów olimpijskich - alarmuje Bryan Berry, rzecznik federacji” – czytamy w Gazecie Wyborczej.

Ale nie wszyscy są przekonani, że bez Polaków brytyjską gospodarkę czeka zapaść. „Andrew Green z organizacji Migration Watch uspokaja, że obecność Polaków jest przeceniana. - Możemy importować pracowników do zbierania owoców. A jeśli się nie uda, możemy przecież sprowadzać owoce z zagranicy - proponuje. Równie sceptycznie nastawieni są brytyjscy lordowie. W przedstawionym we wtorek raporcie komisji ekonomicznej Izby Lordów czytamy, że rekordowy napływ imigrantów w ostatnich latach “nie miał żadnego wpływu (lub miał niewielki)” na ogólny stan gospodarki. I opowiedziała się za określeniem rocznego limitu imigrantów” zauważa Gazeta Wyborcza.

Polacy, którzy przed czterema laty masowo wyjeżdżali na Wyspy Brytyjskie zaczynają rozważać powrót do domów. Decyzję tę umacnia coraz słabszy brytyjski funt, a niewątpliwie swoje znaczenie ma również poprawa rynku pracy w Polsce. O ile w 2004 roku był to rynek pracodawcy, o tyle obecnie dysponujący doświadczeniem pracownik może dyktować warunki. Złą wiadomością są natomiast rosnące ceny nieruchomości – emigranci, którzy liczyli na kupno własnego mieszkania za pieniądze zarobione na Wyspach w części przynajmniej będą musieli się posiłkować kredytem.

Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Joanny Blewąskiej „Bez Polaków w Kent gniją truskawki”.

Źródło: Przegląd prasy Bankier.pl


May 29 2008

Polska krajem podatkowych niewolników

Tag: biznesadmin @ 10:36 am

W Polsce mieszka 38,1 mln ludzi, z tego legalnie zatrudnionych jest 13,2 mln, czyli zaledwie połowa populacji w wieku produkcyjnym. Jednakże to właśnie ta druga połowa wykazuje się większym rozsądkiem, bowiem przeciętny Polak, pracujący poza rolnictwem, oddaje państwu około 60% swoich dochodów.

Powyższej tezy nie będę udowadniał na średnich, procentach czy innych wskaźnikach, ponieważ nie do wszystkich suche liczby przemawiają z dostateczną siłą. Posłużę się fikcyjnym przykładem człowieka o przeciętnych zarobkach i niewygórowanych wydatkach.

Weźmy przysłowiowego Jana Kowalskiego, który pracuje w niewielkim tartaku, a jego kontrakt (umowa o pracę) opiewa na miesięczną kwotę 2.500 złotych brutto. Rzeczywista pensja Kowalskiego wynosi jednak naprawdę 2.965,25 zł, ponieważ nieco ponad 20% stanowi „składka” na ZUS odprowadzana przez pracodawcę i będąca de facto częścią wynagrodzenia naszego podatnika. Do tego zakład pracy Kowalskiego co miesiąc wpłaca na konto Urzędu Skarbowego pozostałe 342,75 zł. na „ubezpieczenie społeczne”, 194,15 zł na „ubezpieczenie zdrowotne” oraz 173 zł zwykłego podatku od przychodów (PIT).

Tak więc na starcie każdego miesiąca nasz podatnik dysponuje zaledwie 1.790,10 złotymi, co stanowi nieco ponad 60% jego pensji. Pan Zdzisław nigdy nie przejawiał większej skłonności do oszczędzania i całość otrzymanego wynagrodzenia przeznacza na konsumpcję (i tylko w kraju). W ten sposób od każdej wydanej złotówki musi zapłacić podatek od towarów i usług (VAT), choć danina ta jest ukryta w cenach, a płatnikami są podmioty gospodarcze. Ze względu na zróżnicowanie stawek tego podatku trudno oszacować, ile konsumenci przeciętnie dopłacają do swoich wydatków. Bazując na ekspertyzie jednej z partii, do niedawna opozycyjnej, przyjmijmy, że średnio będzie to 15%. Czyli dokonując codziennych zakupów pan Zdzisław oddaje Fiskusowi kolejne 233,49 złotych.

Na tym jednak pazerność państwa się nie kończy – nasz przykładowy podatnik codziennie dojeżdża do pracy swoim wysłużonym fiatem 126p około 20 km. Tak więc przy obecnych cenach (ok. 4,35 zł za litr Pb95) miesięcznie koszt paliwa to jakieś 191,40 zł. Z tego 56%, czyli 107,18 zł, stanowią różnego rodzaju podatki i opłaty: akcyza, opłata paliwowa, VAT itp. Ponadto pan Zdzisław po powrocie do domu lubi wypić piwo, zapalić papierosa i posiedzieć przed telewizorem. Od każdej z tych czynności musi zapłacić dodatkową daninę: akcyzę oraz abonament RTV. W ciągu miesiąca jest to jakieś 130 zł. Do tego raz na tydzień (sobota wieczorem) pan Zdzisław spotyka się z kolegami – butelka wódki kupiona z tej okazji kosztuje jakieś 24 zł, z czego ponad połowa to znowu są podatki. Tylko w tym akapicie (z pominięciem VAT-u uwzględnionego już wcześniej) pan Zdzisław zapłacił państwu 240,58 złotych.

Na tym oczywiście lista podatków i innych danin publicznych się nie kończy – pozostają jeszcze: podatek od nieruchomości, rolny, leśny, od czynności cywilnoprawnych, od psów, akcyza na energię elektryczną i samochody. Do tego dochodzą też różnego rodzaju opłaty skarbowe uiszczane przy wydaniu prawa jazdy, paszportu dowodu rejestracyjnego, dowodu osobistego i cała lista innych para podatków nieujętych w tym tekście. Przyjmijmy, że miesięcznie dają one kwotę 20 złotych.

W ten sposób po 30 dniach pan Zdzisław zapłacił (choć zazwyczaj niebezpośrednio) państwu polskiemu 1.758,62 zł (co rocznie daje kwotę 21 tys. zł), zaś na życie zostało mu niecałe 1.300 złotych. Inaczej mówiąc w 40-godzinnym tygodniu pracy nasz podatnik przez 22 godziny i 32 minuty pracuje na rzecz państwa; na swoje zaczyna zarabiać dopiero od czwartku. W ten sposób współczesny wymiar „pańszczyzny” w Polsce wynosi trzy dni w tygodniu, czyli jakieś 156 dni w roku. Tą ponurą statystykę odrobinę poprawiła redukcja stawki rentowej, dając pracownikom dodatkowe 24 dni wolności w całym roku.

Oczywiście powyższy przykład można uznać za dalece niedoskonały, a dla każdego wymiar „pracy przymusowej” na rzecz państwa będzie inny. Jednakże nie zmienia to faktu, że zdecydowana większość ludzi legalnie pracujących w Polsce ponad połowę swoich dochodów musi oddać państwu.

Źródło: Bankier.pl


« Previous Page