Jun 23 2008
Czy ktoś tu jeszcze rządzi?
Zamiast odpowiadać na trudne i zasadnicze pytania dotyczące naszej codzienności zarówno przedstawiciele władz, jak i media zajmują się wyłącznie tematami zastępczymi, a te sprzedają się jak świeże bułeczki. Tymczasem trzeba nam silnego państwa i mądrych przywódców, bo nadchodzą ciężkie czasy, choć wielu jeszcze nie dostrzega tego zagrożenia.
– Właśnie rozpoczęła się ogólnokrajowa wojna o „klapsa”, w którą zaangażowano najwyższe autorytety w państwie. Media są pełne niepokoju, czy premier pojedzie na EURO 2008, by kibicować polskiej reprezentacji. Powstają listy protestacyjne, pełne oburzenia, prominentnych polityków dawnej Unii Wolności, wyrażające sprzeciw i obrzydzenie w sprawie książki, która się jeszcze nie ukazała.
Szeryf w spódnicy Platformy Obywatelskiej strzela ślepakami, ogłaszając całej Polsce wykrycie gigantycznej afery i nadużyć w wydatkach opłacanych służbową kartą, nabycia 10 dkg dorsza za 8,16 zł. Zaś najprzystojniejszy, według internautów, poseł rządzącej partii obwieszcza Polakom, że benzyna praktycznie nie zdrożeje, a jeśli to zaledwie o niewielkie 3 proc., zapominając o gigantycznym wzroście cen oleju napędowego, a ten jest dla gospodarki przecież najważniejszy.
Słabość Polski
Na świecie dzieje się inaczej – rząd francuski zmusza firmę TOTAL do wpłaty 100 mln euro na rzecz najbiedniejszych. W Korei Południowej rząd postanawia dofinansować ludność kwotą 10 mld dolarów w związku ze wzrostem cen paliw. Trudno się więc dziwić, że w Polsce transportowcy zapowiadają strajk. A my w ramach taniego państwa będziemy mieli obok Ministerstwa Sprawiedliwości, kolejny urząd Prokuratora Generalnego.
Media informują, że warszawski ZUS wysyła oświadczenia do emerytów, by potwierdzić, że jeszcze żyją. Informuje się nas, że jest już dobrze i że w funduszach inwestycyjnych można kupować jednostki uczestnictwa, podczas gdy specjaliści stwierdzają, że w maju wycofano z funduszy ponownie pieniądze w kwocie ok. 1 mld zł.
Polityka rozsądku
Tzw. specjaliści od gospodarki zachwycają się silnym złotym i tym, że dług zagraniczny Polski zmniejszył się o 4 mld zł, nie przejmując się zbytnio tym, że rezerwy walutowe w 2007 r., czyli tzw. polskie zaskórniaki albo inaczej zapasy na czarna godzinę spadły aż o blisko 12 mld zł i spadają dalej. Rok 2008 będzie nas i NBP kosztował jeszcze więcej, ale o tym przecież wielokrotnie uprzedzał i pisał Cezary Mech.
Tymczasem były wiceprezes NBP, odpowiedzialny za te straty, w poczytnym tygodniku opowiada, że trudno było przewidzieć taki spadek dolara i że świetnie zarządzał polskimi rezerwami walutowymi. Problem w tym, że dolar spada już drugi rok z rzędu i każdy rozsądny Polak już dawno przewalutował swoje oszczędności.
Co będzie z EURO?
Media informują nas, że Niemcy stracą na odebraniu nam przez UEFA Euro 2012, nie przywiązując uwagi do tego, że na drogi zabraknie nam co najmniej 30 mld zł, nie wspominając już o tym, że może zabraknąć również prądu. Opóźnienia w realizacji wydatków budżetowych w tym roku, wynoszą już jak na razie 11 mld zł, zaś GDDKiA wydała zaledwie 15 proc. swojego budżetu z 21 mld zł, jakimi na ten cel (na drogi i autostrady) dysponuje Ministerstwo Infrastruktury w 2008 r.
Analitycy i komentatorzy medialni równorzędnie traktują sprawę likwidacji abonamentu dla emerytów i rencistów i fakt, że tylnymi drzwiami Ministerstwo Pracy chce zlikwidować emerytury pomostowe dla 900 tys. osób i wprowadzić nowe zasady wypłaty rent z tytułu niezdolności do pracy wzorowane na II filarze OFE. Oczywiście będzie to niekorzystne, zwłaszcza dla młodych ludzi, bo obniżające i tak już głodowe renty na poziomie 450 – 550 zł, czyli na poziomie minimum egzystencji.
Rowery jako transport
Choć pocieszającą wiadomością jest fakt, że w Warszawie powstanie wypożyczalnia rowerów, znacznie bardziej przykrą jest ta, że rząd i Sejm wstrzymały praktycznie prace nad najważniejszymi projektami ustaw zdrowotnych i nie tylko. Podobno niektóre projekty były wręcz kompromitująco nieprofesjonalne. Rowery choć zdrowe, problemu nie rozwiążą.
Właśnie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego promowało szefa Ministerstwa Infrastruktury, że wartość inwestycji, które Cezary Grabarczyk zgłosił do listy projektów kluczowych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, reklamowanego doskonale w telewizjach komercyjnych, przewyższa dostępne środki aż o 3 mld zł. Trzeba będzie zrezygnować aż z 14 inwestycji drogowych, więc rowery mogą się przydać.
Media, politycy i dziennikarze zachwycają się kolejnymi wypowiedziami posła Janusza Palikota, nie dostrzegając problemu, że już obecnie polskie prawo nakłada na naszych przedsiębiorców blisko 5 tys. różnych obowiązków i powinności, a co druga reglamentacja jest wynikiem przepisów unijnych i będzie ich przybywać, bo Unia nie śpi, ot choćby nowa dyrektywa REACH.
Reprywatyzacja z prywatyzacji
Zapowiedziano nam, że w 2010 r. zlikwidowany zostanie Narodowy Fundusz Zdrowia, a na jego miejsce powstanie 6 – 7 NFZ regionalnych. Większy problem jednak w tym, że już w lipcu NFZ wprowadza nowe zasady rozliczania szpitali za leczenie. Likwiduje katalog zabiegów – to prawdziwa rewolucja – na którą nie tylko pacjenci i szpitale są absolutnie nieprzygotowani. Będzie bałagan, ale o tym media niewiele mówią.
A przed nami jesień i obiecana przez rząd reprywatyzacja. Wartość majątku do zwrotu między 75 – 153 mld zł. 20 mld zł ma być wypłaconych przez środki pochodzące z funduszu reprezentacyjnego, a jego dochody mają z kolei pochodzić z prywatyzacji resztek majątku narodowego, z budżetu państwa i budżetu Warszawy. Na razie fundusz reprywatyzacyjny ma zaledwie 2 mld zł. Niewątpliwie wpłynie 100 – 150 tys. wniosków w tym od obywateli Niemiec, USA i Izraela. Skąd wziąć resztę pieniędzy?
Problem zadłużenia
Era tanich kredytów bezpowrotnie minęła i szybko nie wróci. 5,5 proc. – tyle wynosiło oprocentowanie kredytów hipotecznych w PLN w 2007 r., dziś wynosi 7,5 proc. i nadal rośnie. Raty kredytów mieszkaniowych wzrosły w ciągu roku o blisko 20 proc. Zadłużenie Polaków galopuje. Na samych kartach kredytowych przekroczyło 10 mld zł. 1,5 mln Polaków zalega ze spłatą kredytu. 50 proc.
Polaków nie ma żadnych oszczędności ani konta w banku. Wszyscy liczyli na to, że Unia da pieniądze, uprości i rozwiąże problemy codziennego życia. Wykorzystanie unijnych środków idzie wręcz dramatycznie. Z budżetu 2004 – 2006 pozostało aż 1 mld 700 mln euro. Zostało zaledwie sześć miesięcy i w razie niewykorzystania tych środków trzeba je będzie oddać. Z budżetu 2007 – 2013 z sumy 68 mld euro wykorzystaliśmy na razie 4,5 mln zł, czyli zaledwie ułamek procenta, a mamy połowę 2008 r. Jedynie na reklamy telewizyjne zdążono wydać aż 168 mln zł.
Przerzucanie problemów
Lekarstwem na brak pomysłów i wizji gospodarczej czy po prostu zwykłej nieudolności i lenistwa rządzących, ma być totalna decentralizacja. Skoro władza centralna nie radzi sobie, to oddaje władzę samorządowcom, pozbywając się problemów. Sęk w tym, że tam też rządzą politycy, głównie tych samych partii. Samorządy po edukacji, kulturze, kolei mają teraz przejąć szpitale, drogi krajowe, budowę oczyszczalni i regionalne rozgłośnie radiowo-telewizyjne. Są nawet pomysły, by starostowie płacili policji.
Czy rząd już wkrótce dorzuci samorządowcom sądy, wojsko i służby specjalne? Wtedy niewątpliwie będziemy mogli ogłosić praktycznie rozbicie dzielnicowe, nawet nie landyzację, a raczej coś na kształt samorządów Rzeczpospolitej, ale pisanej z małej litery. To niewątpliwie stwarza realne niebezpieczeństwo.
Majątek samorządów jest ogromny i w dużej mierze jeszcze nie sprywatyzowany. Szacunki mówią, że to wartość nawet ok. 500 mld zł. Słabe państwo ze słabą władzą totalnie dekoncentrującą wszystkie swoje konstytucyjne obowiązki może być bardzo groźne dla obywatela.
Władza zza krat?
Czy prezydenci Poznania czy Olsztyna, którzy sami mają kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, rozwiążą problemy służby zdrowia, komunikacji, mieszkań, przedszkoli? Oddanie gigantycznej władzy i olbrzymiego majątku z perspektywą praktycznej nieodwoływalności z możliwością rządzenia nawet zza krat więziennych, będzie rodzić gigantyczne pokusy. Tworzenie prawdziwej mafii, która utrąci i wykluczy każdego oponenta jest całkiem realne.
Wymyślając nowoczesną Rzeczpospolitą, tę pisaną z dużej litery, możemy otrzymać w efekcie konfederacje klanów rodzinnych. Prywatyzacja władzy państwowej jest znacznie groźniejsza i trudniejsza do naprawiania niż prywatyzacja przedsiębiorstwa nawet najbardziej skandalicznej. Lepiej nie wracajmy do urzeczywistniania haseł „Cała władza w ręce Rad” lub „Szlachcic na zagrodzie – równy wojewodzie”.
Modlitwa zamiast działań
Idą ciężkie czasy. Rosja właśnie podwyższyła cło eksportowe na ropę aż o 57 USD do kwoty 398 USD. PGNiG zapowiada kolejną podwyżkę cen gazu. Okazuje się, że ulica Nowy Świat jest droższa od ulicy w Las Vegas, a 27 ministrów Unii Europejskiej zgodziło się, by można było wydłużyć czas pracy z 45 do 65 godzin tygodniowo. Przypomnijmy, że we Francji obowiązkowe jest tylko 35 godzin tygodniowo.
Tymczasem na apel naczelnego „Tygodnika Powszechnego” media zastanawiają się, czy siatkarka Agata Mróz nie powinna być ogłoszona świętą. Milczą natomiast, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości nakazał zwrot Polakom 700 mln zł bezprawnie pobranych za badania techniczne importowanych aut oraz zwrot VAT od importowanych samochodów i paliwa do prywatnych samochodów, używanych do celów firmowych.
Widać, że jest źle?
Wszystkie wskaźniki zaufania obniżają się i zwiastują recesję, zarówno w USA, Unii Europejskiej, jak i w Polsce. Wyraźnie pogarszają się nastroje konsumenckie w USA – są najgorsze od 28 lat. W strefie euro gorsze są zarówno nastroje biznesu jak i gospodarstw domowych. Spadek sprzedaży detalicznej w strefie euro jest największy od 10 lat. Rosną koszty utrzymania i pogłębia się zapaść na rynku nieruchomości w Anglii i Irlandii.
W maju wg danych GUS pogorszyła się koniunktura gospodarcza i konsumencka. Przedsiębiorcy gorzej oceniają sytuację w kraju. Naszym eksporterom, zwłaszcza tym, których właścicielami nie są zagraniczne koncerny oraz małym i średnim przedsiębiorstwom eksportuje się coraz trudniej. Ciekawe, co zrobi rząd, kiedy pod koniec 2008 r. euro będzie kosztować 3,05 zł, a dolar 2 zł.
Problem to pensje
Mamy wolniejszy napływ nowych zamówień do przedsiębiorstw. Dziś odczuwają to również eksporterzy. Wydaje się, że zarówno popyt krajowy, jak i zagraniczny oraz ceny żywności i inflacja na jesieni ostro poszybują w górę. Zaczną rosnąć zdecydowanie szybciej niż wzrost wynagrodzeń. Boom mieszkaniowy w naszym kraju zatrzymał się. Blisko 30 proc. nowych mieszkań nie znajduje nabywców, reszta może zostać niesprzedana.
Małym eksporterom grozi bankructwo. Kredyty hipoteczne i konsumpcyjne stają się zbyt drogie. Coraz większa liczba Polaków ma problemy ze spłatą zaciągniętych zobowiązań – to już blisko 1,5 mln osób, a są to kwoty ok. 7 mld zł. A minister finansów Jacek Rostowski twierdzi, że jedynym problemem polskiej gospodarki, który może osłabić nasz wzrost gospodarczy, są rosnące płace Polaków.
Tematy zastępcze
Malejącym zamówieniom towarzyszy wzrost zapasów wyrobów gotowych w magazynach, a to może zapowiadać ograniczenie produkcji już w najbliższej przyszłości i zmniejszenie mocy wytwórczych, zwłaszcza w przemyśle. Zyski przedsiębiorstw zaczynają spadać. Presja płacowa będzie nadal bardzo silna. Protesty społeczne będą narastać. Trzeba nam silnego państwa i mądrych przywódców, bo idą ciężkie czasy, choć wielu jeszcze nie dostrzega tego zagrożenia, promując wyłącznie tematy zastępcze, wiedząc o tym, że fakty medialne łatwo zastąpią prawdziwe problemy.
Janusz Szewczak
Źródło: Gazeta Finansowa
